The Wave, marzenie, które spełniło się dziewięć razy

Zdjęcie The Wave zobaczyliśmy poraz pierwszy w albumie o Wyżynie Kolorado. Pod zdjęciem widniał napis „Vermilion Cliffs”. Oczywiście fraza „Vermilion Cliffs” nic nam nie mówiła. Objechaliśmy z tym zdjęciem kilka Visitor Center w parkach narodowych pytając pracujących tam rangerów, czy wiedzą, gdzie to jest. Wszyscy rangerzy robili wielkie oczy i odpowiadali, że nie mają pojęcia. Ich zdumienie wydawało się być zupełnie szczere. Bo tak mówiąc między nami, czasem rangerzy trochę kręcą. Gdy nie chcą, by turyści odwiedzali niektóre miejsca, dostają nagłego ataku amnezji, albo opisują drogę tak, byś po pierwsze, nic nie zrozumiał, a po drugie, odniósł wrażenie, że udanie się w to miejsce grozi śmiercią lub przynajmniej ciężkim kalectwem. Tym razem było zgoła inaczej, rangerzy naradzali się między sobą, grzebali w jakiś notatkach, po czym bezradnie rozkładali ręce.

 

the wave, arizona
Zdjęcie wykonane  przez nas, gdy dotarliśmy na The Wave. ©AmerykaDlaPodróżnika

 

Był rok 2008, internet nie był jeszcze tym, czym jest teraz i drobiazgowe przeszukanie sieci nie dało też żadnego rezultatu. W końcu po pół roku poszukiwań jest! Na niemieckojęzycznej stronie znaleźliśmy zdjęcia The Wave wraz z przybliżoną lokalizacją (Coyotte Buttes North) i linkiem do stony BLM (Bureau of Land Management), która prowadzi losowanie pozwoleń na wędrówkę do The Wave. Jakie losowanie? Jakie pozwolenia? O co chodzi? Wkrótce doczytaliśmy, że wejście na The Wave jest ściśle reglamentowane, a pozwolenia (permits) wydawane w drodze losowania. Co zabawniejsze, tych pozwoleń wydaje się jedynie 20 dziennie i starają się o nie ludzie z całego świata. 10 z nich można wylosować w drodze internetowej loterii na 3 miesiące wcześniej, a pozostałe 10 tzw. walk-in permits podczas losowania w Paria Contact Station na dzień wcześniej (obecnie loteria jest w Kanab, adres w podsumowaniu).

 

Zapisujemy się na loterię na The Wave

Natychmiast wpisaliśmy The Wave do planu na rok 2009 i postanowiliśmy zapisać się na loterię, gdy przyjdzie pora losowania na nasz miesiąc. Szanowny małżonek wyliczył, że musimy zapisać się na loterię w marcu. Gdy 1 marca otworzyliśmy system loteryjny okazało się, że losowanie na czerwiec właśnie się skończyło. Dziś już nie pamiętam, jak to się stało, że szanowny małżonek uszedł wtedy z życiem, niemniej nie zostało nam już nic innego, jak wziąć udział w losowaniu na miejscu. Szkoda jednak było tej szansy ogromnie. O tym, jak się skutecznie zapisać na loterię, opowiem w podsumowaniu.

 

Losowanie walk-in permit na The Wave

Nastał czerwiec 2009. Wyjechaliśmy na naszą wyprawę w trójkę: ja, małżonek i nasz syn Wawrzyniec, nasza mała córeczka została z babcią w Polsce. Podjęliśmy próbę zdobycia walk-in permit, ponieważ tylko to nam zostało. Wcześnie rano udaliśmy się z Kanab do Paria Contact Station – przedstawicielstwa BLM prowadzącego loterię walk-in. Aktualnie loteria prowadzona jest w Kanab, ponieważ losujący przestali się tutaj mieścić. Paria Contac Station znajduje się przy drodze 89, mniej więcej w połowie drogi między Kanab a Page. Losowanie odbywało się o godzinie 9-ej rano czasu Utah. Niestety jak się wkrótce okazało na naszej trasie właśnie prowadzono roboty drogowe. Ruch odbywał się wahadłowo zatrzymując nas co chwilę i zabierając cenne minuty.

Pierwsze losowanie

Do Paria Contact Station wpadliśmy minutę po 9-ej. Właśnie rozpoczęło się losowanie. Jak to? Znowu nam się nie udało nawet wziąć udziału w losowaniu? Brutalna prawda dotarła do nas dopiero po chwili. Tak, po raz kolejny nie udało nam się wziąć udziału w losowaniu. Popatrzyliśmy sobie na szczęśliwców, którzy dzierżyli wylosowane permity pocieszając się, że i tak nie wypadliśmy najgorzej, bo tuż przed 10-tą zaczęli zjeżdżać na losowanie ci, którzy zapomnieli o tym, że miedzy Utah a Arizoną jest godzina różnicy (losowanie odbywało się w Utah, przy granicy z Arizoną). Rangerzy szybko zorganizowali grupę wsparcia dla przegranych i zaproponowali nam odwiedzenie innych atrakcji w okolicy, obszernie opowiadając o każdej z nich. Szybko zdecydowaliśmy się na tę z najtrudniejszym dojazdem, gwarantującą samotną wędrówkę. Jak się potem okazało, trafiliśmy do jednego z najpiękniejszych miejsc na świecie, do którego wracaliśmy potem wielokrotnie. Ale o tym już w kolejnym poście.

Drugie losowanie

Następnego dnia wyruszyliśmy na kolejne losowanie, tym razem uwzględniając roboty drogowe. Dotarliśmy na miejsce na czas i zarejestrowaliśmy się na loterię.

Rejestracja wygląda następująco: podajemy rangerowi nasze imię i nazwisko, a on wypełnia formularz zgłoszeniowy, w przypadku nazwisk z dużą ilością „sz” i „cz” ranger prosi byśmy wpisali swoje nazwisko samodzielnie. W zgłoszeniu podajemy, też ile chcemy zdobyć permitów, czyli ile osób liczy nasza grupa (maksymalnie 6 osób). Każde zgłoszenie dostaje swój numer, kulka z tym numerem ląduje w maszynce do gry w bingo i czeka na swoje szczęście. Ranger obraca kołowrotkiem, po czym odczytuje numer na kulce, która wypadła. Sprawdza, ile osób liczy grupa szczęściarza, jeśli np. 4 osoby, to ogłasza, że zostało do wylosowania jeszcze 6 pozwoleń. I tak do momentu, aż wszystkie 10 permitów znajdzie swoich właścicieli. Dokładne informacje na temat loterii walk-in wraz ze wskazówkami jak nieco zwiększyć swoje szanse znajdziecie w podsumowaniu następnego posta o Coyote Buttes North: [LINK]

 

Wreszcie dopisuje nam szczęście!

Bardzo liczyliśmy na jakiś fart, po ostatnim niefarcie. Oczywiście przeliczyliśmy się, ponieważ nic nie wylosowaliśmy. Ale pocieszaliśmy się sukcesem, którym  było dla nas to, że przynajmniej udało nam się wziąć udział w losowaniu. Uznaliśmy, że jesteśmy na właściwej drodze.

Kolejny dzień walki to dzień urodzin małżonka. Jadąc na kolejne losowanie rozmarzyliśmy się, że zdobycie dzisiaj permitu mogłoby być wspaniałym prezentem urodzinowym. Po przyjechaniu na miejsce losowania przywitaliśmy się serdecznie z rangerami, ci zaś poinformowali nas, że dzisiaj mamy 2 kulki do losowania, taka premia za wytrwałość przysługująca tym, co nie odpuszczają i dzień po dniu uczestniczą w losowaniu (ten przywilej niestety został już zniesiony). Tym sposobem nasze szanse wzrosły. Tego dnia było też wyjątkowo mało ludzi, tylko 30 osób. I bingo! Nasz numerek wypadł jako drugi! Radości nie było końca. Ranger wypisał nam permit, wręczył ulotkę o The Wave i przestrzegł, by ruszyć wcześnie rano, bo na jutro zapowiadają temperaturę 42 stopni C.

 

the wave, arizona
Nasz szczęśliwie wylosowany permit ©AmerykaDlaPodróżnika

 

Jedziemy na szlak do The Wave

Szlak na The Wave to ponad 4 km km w jedną stronę, w trudnym terenie z mnóstwem ups and downs i bez jakiegokolwiek cienia. Z ulotki ostro biło ostrzeżenie „Hit kills” wydrukowane wielkimi czerwonymi literami. Nie bardzo wzięliśmy je sobie do serca sądząc, że to takie dobre rady w stylu „jesionki chronią korzonki”. Na parking do The Wave prowadzi droga terenowa. Zazwyczaj w dobrym stanie, przejedzie nią zwykły osobowy samochód. Jedynie po deszczu droga jest nieprzejezdna. Na szlaku byliśmy o g. 9 rano, jak na wędrowne standardy bardzo późno. Wpisaliśmy się do Trail Register podając nasze dane, nazwę naszego samochodu i numer pozwolenia. Nasz cenny permit przyczepiliśmy do plecaka, a jego drugą część umieściliśmy,  zgodnie z procedurami, za szybą samochodu. Permity drukowane są w bardzo jaskrawych barwach, by patrolujący rangerzy łatwo mogli wypatrzeć osobnika bez pozwolenia lub jak się potem okazało, znacznie częściej osobnika zagubionego.

 

Wyruszamy na szlak do The Wave

W tamtych czasach BLM nie dawało dokładnego opisu szlaku na The Wave. Chyba w nadziei, że część po prostu tam nie dotrze. I tak się właśnie zdarzało, przygotowując się do wędrówki na The Wave czytałam w internecie o nieszczęśnikach, którzy permit wylosowali, ale The Wave nie znaleźli i zawrócili zawiedzeni. Tymi BLM chyba bardzo się nie przejmowało, ale musiało się przejmować tymi, co się zgubili, Ponieważ wielogodzinne poszukiwania zagubionych turystów zmuszały do nadgodzin nie tylko rangerów, ale i szeryfa Kane County, ten ostatni zaczął naciskać na BLM, by coś z tym zrobić. W końcu wprowadzono broszury ze zdjęciami i GPSami, co znacznie ułatwia teraz wędrówkę. My jednak za pierwszym razem wyruszaliśmy na The Wave jedynie z informacją z BLM, gdzie zaparkować i że The Wave jest gdzieś tam na wprost od parkingu.

Ponieważ przed każdym wyjazdem prowadzę wielomiesięczne przygotowania, trasę na The Wave miałam dobrze opracowaną w oparciu o niemieckie internetowe relacje. Wyruszyliśmy obładowani ogromnymi ilościami wody. W sumie już po kilkuset metrach mieliśmy dość. Słońce paliło niemiłosiernie, nigdzie nie było cienia, grzęźliśmy w piachu po kostki.

 

the wave, arizona
W drodze na The Wave ©AmerykaDlaPodróżnika
the wave, arizona
Tuż nad kapeluszem zakupionym w Arches Visitor Center znajduje się wejście na The Wave. ©AmerykaDlaPodróżnika

 

Po przejściu korytem strumienia zrobiło się jeszcze ciekawiej, bo non stop było w górę, by zaraz potem być w dół. Marzyliśmy, by choć przez chwilę iść po płaskim. Bardzo żałowaliśmy, że wyszliśmy tak późno, zważywszy, że zaczęliśmy  spotykać osoby, które były już w drodze powrotnej. Robiliśmy co chwila postoje, by się napić i odpocząć. Suma sumarum doszliśmy na The Wave w południe. Okazało się, że to najlepsza godzina i The Wave jest w tej chwili najlepiej oświetlone. Nie w głowie były nam jednak zdjęcia, padliśmy w cieniu tuż przy wejściu na The Wave. Obok nas relaksowała się grupa z Niemiec.

 

A jednak kontrolują te permity

Chwile odpoczynku i błogiego szczęścia przerwało nam pojawienie się dwóch rangerów z bronią palną, gazem, paralizatorami i kajdankami, dwóch chłopa po 2 metry, w letnich mundurach wyglądali jak przeniesieni wprost z Afganistanu. „May I see your permit, sir?” – to był taki moment, w którym znów byliśmy euforycznie szczęśliwi, że mamy permit. Gdy wszystkie pozwolenia zostały wnikliwie sprawdzone postanowiliśmy zadać rangerom pytanie o Second Wave. W czasie mojego internetowego śledztwa odkryłam, że w rejonie Coyote Buttes North znajduje się również tzw. Second Wave, ponoć równie urokliwa. Miała się znajdować gdzieś na prawo od The Wave. Rangerzy drapali się po głowie, przeglądali swoje GPSy, po czym stwierdzili, że nie mają pojęcia, gdzie coś takiego jak Second Wave może się znajdować. Jakoś nas to nie zdziwiło. Ci, którzy często zwiedzają parki narodowe twierdzą, że rangerzy w zasadzie to znają jedynie drogę do … Visitor Center.

 

the wave, arizona
Rangerzy sprawdzają permity na The Wave ©AmerykaDlaPodróżnika

 

Cóż, nastała pora, by zabrać się za zdjęcia. Samo The Wave zrobiło na nas piorunujące wrażenie. Kształty i kolory sprawiały, że czuliśmy się jak na obcej planecie. Obfotografowaliśmy The Wave z góry i dołu, z prawa i z lewa. Dochodziła już 14-sta, byliśmy zupełnie sami. Położyliśmy plecaki pod głowy i w cieniu, który powoli zaczął wchodzić na The Wave zasnęliśmy snem sprawiedliwego. Obudził nas lekki wiaterek, choć lekki, ciął niesamowicie piaskiem po twarzy i nogach. Chyba pora wracać. Nikomu nie chciało się już szukać Second Wave, może następnym razem. O następnym razie, a raczej razach i cudach jakie znaleźliśmy w rejonie The Wave napiszę w kolejnym poście.

 

Droga powrotna z The Wave na parking

Droga z powrotem wydawała się jeszcze bardziej męcząca, ponieważ czterdziestostopniowy upał dawał się we znaki. A na samej końcówce zabrakło nam wody. Mimo to doczłapaliśmy się jakoś do samochodu. W drodze powrotnej analizowaliśmy nasze błędy. Za późno przyjechaliśmy na szlak (następne nasze wędrówki na The Wave zaczynaliśmy między 5-tą a 6-tą rano), za wcześnie rozpoczęliśmy powrót i temperatury były jeszcze za wysokie (potem schodziliśmy już późnym popołudniem, czasem już na latarkach), wzięliśmy za mało wody, chociaż wydawało nam się, że mamy jej za dużo. Ogólnie była to raczej wyprawa o charakterze partyzanckim, ale sporo nas nauczyła i wypełniła treścią stare hikerskie powiedzenie it’s farther than it looks, it’s higher than it looks and it’s harder than it looks.

 

the wave, arizona
Wave Entrance ©AmerykaDlaPodróżnika
the wave, arizona
Samotny wędrowiec ©AmerykaDlaPodróżnika
the wave, arizona
Patterns and Waves ©AmerykaDlaPodróżnika

 

Podsumowanie

Tabela przedstawiająca ilość zgłoszeń na maj 2018

Jak skutecznie zapisać się na loterię?

Na loterię zapiszesz się tutaj:

https://www.blm.gov/az/paria/lotteryapply.cfm?areaid=2

Jeśli Twój plan nie jest sztywny i możesz wybierać dni dowolnie, najlepiej zapisać się dnia ostatniego na te dni, na które jest najmniej zgłoszeń. Wybieramy 3 daty, dzień pierwszego, drugiego i trzeciego wyboru. Jeśli Twój plan jest sztywny zapisz się pierwszego dnia, Twoje zgłoszenie odstraszy początkowo innych, co już zaskutkuje odrobinę mniejszą popularnością Twoich dni. Oprócz wybranych dat, w zgłoszeniu podajesz również ilość członków Twojej grupy.

Pamiętaj, loteria jest na 3 miesiące naprzód, ale zapisy są na 4 miesiące naprzód. Na przykład, jeśli chcemy pójść w maju, zapisujemy się w styczniu, od 1 do 31 stycznia, a losowanie odbywa się 1 lutego. Tego samego dnia dostajesz maila z informacja, czy zostałeś wylosowany. Jeśli mail zaczyna się od unfortunatly to klapa, jeśli natomiast od Your Coyote Buttes North Lottery Application to jesteś w gronie szczęśliwców. Teraz pozostaje tylko czekać cierpliwie, aż permit przyjdzie pocztą (czasem nawet 2 miesiące).

Losowanie walk-in permits odbywa się w Kanab w Grand Staircase Escalante National Monument (GSENM) Visitor Center.

adres: 745 E. Highway 89, tel. (435) 644-1300.

otwarte od 8:00  do 16:30

 

 

Które miesiące są najlepsze na wędrówkę?

Zdecydowanie wiosenne i jesienne. Latem jest upiornie gorąco, poza tym lipiec i sierpień to miesiące monsunowe. Dlatego też często pada popołudniami, co może powodować rozmoknięcie drogi na szlak, a ta mokra, staje się nieprzejezdna. Zimą z kolei łatwiej wylosować permit, ale dzień jest krótki i nie wszystko w rejonie The Wave da się zobaczyć. Przejezdność drogi zimą też może stanowić problem. My na The Wave byliśmy 6 razy latem i dwa razy zimą, tak więc w najgorszym czasie. Latem bardzo doskwierał nam upał, a zimą musieliśmy przejechać przez rwący strumień, który przepływał przez środek drogi (w takim wypadku samochód z wyższym zawieszeniem może być koniecznością).

 

Kiedy najlepiej robić zdjęcia?

W czasie górowania słońca. Rano The Wave jest częściowo w cieniu, dlatego też w oczekiwaniu na dobre oświetlenie można spenetrować teren wokół i około 12-tej pojawić się tu ponownie. Wczesnym popołudniem cień zaczyna wchodzić na The Wave.

 

Wróć z The Wave cało i zdrowo!

To nie jest spacer po parku. Ludzie umierają na tym szlaku, z gorąca, z odwodnienia, spadają z klifów, gubią drogę i umierają z wycieńczenia. W samym tylko lipcu 2013 umarły na tym szlaku 3 osoby. Piszę akurat o tym czasie, bo ciała dwóch osób znaleziono na dzień przed naszą wędrówką na The Wave. 4 lipca turyści podążający szlakiem znaleźli ciała starszego małżeństwa, kobieta siedziała pod drzewem, ciało jej męża leżało kilkaset metrów dalej. Zmarli z odwodnienia. 20 dni później młode małżeństwo świętowało na The Wave piątą rocznicę ślubu. W drodze powrotnej zgubili drogę i w najgorszym upale błąkali się w poszukiwaniu szlaku. 27-letnia kobieta nie była w stanie dalej iść, dlatego też mąż zostawił ją i poszedł po pomoc. Gdy udało mu się złapać zasięg, powiadomił szeryfa, a ten wezwał helikopter ratunkowy. Gdy ratownicy przybyli na miejsce kobieta już nie żyła. Osierociła dwójkę małych dzieci, 4 i 5 lat.

Pamiętajcie, zabieramy 4 litry wody na osobę i unikamy wędrówki w najgorętszych porach dnia,. Głowę i szyję chronimy kapeluszem, ubieramy się w jaskrawe ubrania, ponieważ w nich łatwiej będzie nas znaleźć. Kamuflaż zostawmy na przygody w obronie terytorialnej. 😉

Nigdy nie szukamy skrótów (szukając skrótu zginął tu młody człowiek spadając z klifu). Z własnego doświadczenia wiemy, że jeszcze nigdy żaden wyglądający obiecująco skrót nie skrócił nam drogi. A wręcz przeciwnie, często znacząco ją wydłużył. Oglądaj się często za siebie, droga z powrotem wygląda zupełnie inaczej niż droga do.

Na szlaku do The Wave nie ma zasięgu. Po serii zgonów BLM zastanawiało się nad wzmocnieniem w tym rejonie sygnału GSM. Ale w czasie naszych następnych wizyt nie stwierdziliśmy żadnej zmiany.

 

Czy można zaryzykować i wybrać się na The Wave bez pozwolenia?

Bardzo zły pomysł. Teren jest patrolowany, a strażnicy wyposażeni we wszystkie środki przymusu bezpośredniego, łącznie z bronią palną. Do patrolowania terenu oddelegowana jest specjalna jednostka – law enforcement rangers. Nie są to ci mili panie i panowie z Visitor Center, tylko wysportowani młodzieńcy zdecydowanie budzący respekt. Ponoć są też i panie, ale ja osobiście nie widziałam.

Pierwszy stopień weryfikacji

Pierwszy stopień weryfikacji następuje już na parkingu. Każdy permit ma dwie części, jedną mocujemy do plecaka, a drugą należy umieścić za szybą samochodu. Rangerzy podjeżdżają na parking, widzą samochód bez permitu i jeśli tego dnia nie mają ochoty na długie spacery, to wystarczy, że przejdą na drugą stronę drogi, gdzie zaczyna się teren objęty permitem (permit area) i poczekają na delikwenta w cieniu drzew. Rangerzy pojawiają się na parkingu codziennie w godzinach popołudniowych, chociażby po to, by  sprawdzić, czy wszyscy szczęśliwie wrócili ze szlaku. Dlatego też samochód bez permitu nie ma szansy zostać niezauważonym.

Drugi stopień weryfikacji

Drugi stopień weryfikacji to kamera umieszczona mniej więcej w połowie koryta strumienia, w gęstych krzakach. Zauważyliśmy ją dopiero w czasie naszej trzeciej wizyty na The Wave. Nie znamy dokładnie jej przeznaczenia, ale nie wygląda nam on na kamerę do obserwowania flory i fauny, bardziej do obserwowania homo sapiens.

Trzeci stopień weryfikacji

I wreszcie trzeci stopień weryfikacji, czyli patrol spacerujący po Coyote Buttes North i kontrolujący permity. Są jeszcze patrole niemobilne, obserwujące turystów ze wzgórz przez lornetki i wypatrujące osobników bez przyczepionych do plecaków permitów.

Jeśli zaś chodzi o kary, to wiemy o nich jedynie ze słyszenia. Są to wysokie mandaty rzędu kilku tysięcy dolarów od osoby lub nawet natychmiastowe postawienie przed sędzią pokoju w celu wymierzenia grzywny. Ponieważ wejście na teren Coyote Buttes North to pogwałcenie prawa federalnego, w przypadku przyłapania nie liczyłabym na pobłażliwość ze strony władz. A już w ogóle nie liczyłabym na ponowne wpuszczenie na teren USA.

Tak jak wcześniej wspominałam, następny post będzie dla tych, którzy chcą lepiej wykorzystać swój permit i zobaczyć więcej niż tylko The Wave. Let’s see what’s out there!

Tu przeczytacie o innych niezwykłych miejscach, które można zobaczyć niedaleko The Wave:

Coyote Buttes North – czyli co można zobaczyć tu oprócz The Wave

A tu możecie poczytać, jak fajnie jest na The Wave zimą:

Wizyta na The Wave zimą




26 komentarzy

  1. Nareszcie się doczekałam 🙂 Dorotka, fantastycznie opisane 🙂 masz dziewczyno lekkie pióro 🙂
    Troszeczkę przeraża mnie ilość zgłoszeń, ale co mi tam…kto nie ryzykuje nie ogląda takich cudów <3
    Czekam na kolejne wpisy 😛

    1. Dzięki serdeczne za takie miłe słowa!
      Trzeba próbować, można spróbować też na miejscu, czasem są dni, kiedy nie ma dużo ludzi, przeważnie poniedziałek i środa. Ja trzymam kciuki!

  2. Taką Amerykę mogę poznać jedynie z takich przekazów. Dobrze, że zdecydowałaś się podzielić z nami swoimi wrażeniami. Zazdroszczę tym, którzy skorzystają z Twoich wskazówek i wiedzy i wybiorą się na tę fascynującą wyprawę. Ja czekam na trasę dla seniorów.

    1. Bardzo dziękuję! Trasa dla seniorów jest już przygotowana w najdrobniejszych szczegółach. Została nam już tylko rezerwacja wycieczki z Indianinem w Canyon de Chelly. Już z nim korespondowałam w tej sprawie. Uszyje nam wycieczkę na miarę. Będzie super!

  3. Dorota, nareszcie , jeszcze raz powiem, czesto odwiedzam Amerykę i często podróżuje Twoimi śladami( to znaczy zwiedzalysmy te same szlaki).. i milo jest odkryć coś więcej , ze coś przeuczyłam , cos niestety nie dało rady zobaczyć etc etc …. Oczywiście ,ze bardzo sie ciesze ze nareszcie stworzyłaś swój własny blog i od dzisiaj jestem Twoja największa fanką …hahahhaha Super , ze opisujesz wszystko i fajnie ,ze Ci się chce …bo czasami ludzie podróżują i obiecują sobie ,ze na pewno napiszą i nie piszą,… a Ty proszę obiecałaś i jest … chylę czoła…

    1. Dzięki serdeczne, Grażynko! Miło mi, że będziesz moją czytelniczką. Bardzo mi zależy na opinii znawców tematu. A może Ty też coś napiszesz? nie ma to jak wiedza ze sprawdzonego źródła.:)

    1. Dorota , nosze się z tym zamiarem od lat ,aby opisać wszystkie moje podróże ( a trochę ich było), i wszyscy namawiają mnie do tego pisania od lat, ale sama wiesz jak to jest ! Człowiek musi mieć naprawdę czas na to aby usiąść i posegregować wszystkie te podróże ,etc etc , ciągle coś tam pisze podczas podroży wiec jakieś notatki , bilety, informacje, zwyczaje i obrzędy ha ha ha ha ..posiadam ale ten notoryczny brak czasu rozkłada mnie na totalnie. Obiecałam sobie ,ze może na emeryturze napisze hahahahahah….Zdjęcia robię bo lubię, lubię tez Street photo wiec …. mam ich takie ilości ,ze praktycznie potrzebowałabym ciszy spokoju i pół roku wolnego …..:). Ale kto wie, może zainspirujesz mnie i zmobilizujesz do pisania?!

      1. Z tym czasem właśnie to jest największy problem i powiem Ci, że to pisanie to jeszcze nic, ale to wstawianie zdjęć i edytowanie tekstu to jest dopiero czasochłonna zabawa.
        Może się zmobilizujesz do pisania, bo ja bym bardzo chętnie poczytała o Islandii, widziałam Twoje zdjęcia, myślę, że miałabyś o czym opowiadać.
        Także do roboty, ministerstwo wydłużyło nauczycielom czas na sprawdzanie klasówek. 😉

  4. Świetny opis. Rewelacyjne zdjęcia.
    Dla nas The Wave to największa przygoda w USA, najbardziej fascynujące miejsce do którego mieliśmy możliwość dotrzeć. To jeden z tych dni, które pamięta się do końca życia,

    1. Bardzo dziękuję za pozytywny komentarz. Widzę, że mamy dokładnie takie same odczucia. Gdy udało mi się stanąć na The Wave miałam ze wzruszenia łzy w oczach. Niesamowite przeżycie, które będzie mi towarzyszyć do końca życia.

  5. Pani Doroto! Świetnie się czyta Pani bloga! Mnóstwo rzeczowych informacji. Wybieram się w sierpniu do USA i też chcę zawalczyć o permit do the Wave. Chociaż prawdę powiedziawszy trochę obawiam się tych upałów. Dziękuję i czekam na więcej wpisów. Pozdrawiam

    1. Bardzo się cieszę, że mój post był pomocny.
      Jeśli chodzi o upał, proszę wyjść bardzo wcześnie rano, a wracać po południu. Sierpień to okres monsunowy, zwykle ok. 16-ej przychodzą chmury i robi się chłodniej. Życzę powodzenia w losowaniu:-)

    1. Agnieszka, będę trzymać kciuki mocno i dobrze znam to rozczarowanie, gdy się nie udaje. Ale jesteśmy piękne i młode, 😉 i jeszcze wszystko przed nami! Kiedyś musi się udać. 🙂 A 15-ego sierpnia będę Ci przesyłać fluidy zwycięstwa. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *