Zebra Canyon – kanion inny niż wszystkie

Zebra Canyon był już w naszych planach od jakiegoś czasu, ale przy kolejnych próbach coś nam zwykle stawało na drodze. Pierwsza nasza próba spełzła na niczym, bo wymyśliliśmy sobie, że dojdziemy tam od strony Old Shefield Road czyli drogą 3 razy dłuższą (17,5 km) niż od Hole in the Rock Road (8 km). Miały tu być ponoć nieziemskie krajobrazy, i owszem były, ale już w połowie drogi mieliśmy dosyć. Upał był nieziemski, teren trudny, ciągle z góry na dół, a do tego na tym dole grzęzło się w piachu. W pewnym momencie stwierdziliśmy, że jak totalne jełopy męczymy się wlokąc ledwo żywi, gdy od drugiej strony jest krótki i prosty szlak. Dotarłszy do pewnego kanionu, w przypływie rozpaczy postanowiliśmy nazwać go Kanionem Jełopa. W Kanionie Jełopa podjęliśmy decyzję, by jednak zawrócić. Po przestudiowaniu po powrocie Google Earth okazało się, że siedząc w Kanionie Jełopa byliśmy o krok od Zebry. Zatem w pełni zasłużona nazwa. 🙂 Poczucie klęski towarzyszyło nam przez kolejne dni, bo nie mieliśmy już czasu, by podjąć kolejną próbę w następnych dniach. Potem dostęp do Zebra Canyon uniemożliwiał nam wysoki poziom wody w kanionie.

Woda w kanionie jest  niestety częstym problemem, jej poziom może być do kostek, do pasa, a nawet do szyi. Są śmiałkowie, którzy decydują się zalany wodą odcinek przepłynąć, ale jeden z nich opowiadał mi, jak pokonywał ten dystans w towarzystwie żab i jakiegoś utopionego truchła. Zdecydowanie nie miałam na to ochoty, tym bardziej że nie umiem pływać.

 

Jaka jest zatem najlepsza pora roku na Zebra Canyon?

Zdecydowanie należy unikać okresu wiosennych roztopów, wtedy w kanionie na pewno będzie woda. Pod koniec maja, o ile nie spadnie gdzieś w pobliżu duży deszcz, w kanionie już powinno być sucho. Mało śnieżna zima może przesunąć ten termin o miesiąc wcześniej. Do rozpoczęcia pory monsunowej warunki w kanionie powinny być dobre. Monsun zaczyna się zwykle w drugim tygodniu lipca, popołudniami zwykle pada, zdarzają się też gwałtowne burze. To nie jest dobry moment na odwiedzanie kanionów szczelinowych. Zebra jest na szczęście króciutkim kanionem, z którego możemy wyjść w ciągu kilku minut, ale jeśli zbiera się na deszcz, to lepiej nie kusić losu. We wrześniu monsun ustaje i praktycznie do wiosny mamy tu dobre warunki do zwiedzania.

 

A najlepsza pora dnia?

Najlepiej być w kanionie koło godziny 10-ej rano. Wcześniej jest tu dosyć ciemno, ale przy odpowiednich ustawieniach aparatu powinniśmy sobie z tym poradzić. Natomiast w okolicy 10-ej ściany kanionu przybierają ciepły, różowy odcień, a słynne zebrowe paski najlepiej są widoczne. Najgorszą porą jest południe, a konkretnie moment, w którym słońce zaczyna wchodzić do kanionu, unikajcie tego momentu zdecydowanie, zdjęcia z promieniami słońca w kanionie będą totalną klapą. Popołudnie ostatecznie może być, ale będzie nieco ciemnawo.

 

Piękny Zebra Canyon

 

Co sprawia, że Zebra Canyon jest inny niż wszystkie kaniony szczelinowe w okolicy?

Decydują o tym przede wszystkim piękne pasy na jego ścianach, niespotykane nigdzie indziej. Oprócz pasów, ściany zdobią zatopione w nich mokie marbles inaczej zwane, martian blueberries, czyli marsjańskie jagody. Są to żelazne kulki z widocznym „szwem” na obwodzie, w środku wypełnione piaskiem. Naukowcy do tej pory spierają się, w jaki sposób mogły powstać. Oczywiście, jak zwykle teza o ich marsjańskim pochodzeniu najbardziej do mnie przemawia.
O niezwykłej urodzie Zebry decyduje jej bardzo regularny kształt, a skalne, regularne pofalowanie przypomina mi nieco The Wave.

Kolejną próbę podjęliśmy w czerwcu 2018 w nadziei, że woda z roztopów już wyschła i w nadziei, że żadna woda z deszczy nie napłynęła do kanionu. Szlak nie jest długi. To tylko 8 km w obie strony, ale prowadzi przez prerię i nie ma na nim ani krzty cienia. Trzeba więc było wyruszyć wcześnie rano, by uniknąć palącego słońca. Budzik zadzwonił więc o 4:30 rano, o 5:00 wyruszyliśmy, o 5:45 byliśmy na parkingu.

 

zebra canyon
Moki Marbles aka Martian Blueberries
zebra canyon
Wewnątrz Moki Marbles znajduje się piasek

 

Jak dojechać do Zebra Canyon?

Na szczęście dojazd jest bardzo prosty. Jadąc z Escalante drogą nr 12 po 5 milach skręcamy w prawo w Hole in the Rock Road. Jedziemy nią 8 mil, po 8 milach, tuż za metalowym mostkiem wkopanym w ziemię, po prawej stronie znajduje się nasz parking. Parkingiem jest klepisko na około 10 samochodów.

I jeszcze kilka słów o samej drodze Hole in the Rock Rd. Droga jest terenowa, ale w dobrym stanie, do przejechania każdym sedanem. Jest na niej co prawda, potworna tarka i po kilku milach podróżnym ruszają się wszystkie plomby, a wytrzęsiony mózg zaczyna mieć kłopoty z percepcją. Natomiast naszemu wozowi ta tarka w niczym nie przeszkadza i spokojnie może sunąć sobie dalej. W wielu miejscach Hole in the Rock Rd. jest wysypana żwirem i to jest jej główny haczyk, dobra nawierzchnia zachęca, by dodać gazu, ale szybka jazda po tej drodze jest zabójcza dla opon. Bardzo łatwo je tu przebić jadąc z nadmierną prędkością. A co to jest nadmierna prędkość? Każda powyżej 30 mph. I niech nie zwiedzie Was postawiony na drodze znak ograniczenia prędkości do 40 mph, wystawiono go tu zapewne z inicjatywy tutejszego wulkanizatora. 😉 My przebiliśmy na tej drodze oponę, moi znajomi przebili na tej drodze oponę, jedni nawet dwa razy z rzędu, dzień po dniu. Odkąd jeździmy po Hole in the Rock Rd. poniżej 30 mph nie mamy na niej problemów. I nie dajcie się podpuścić mijającym Was z dużą prędkością samochodom, zapewne są w zmowie z wulkanizatorem. 😉

 

Szlak do Zebra Canyon

Szlak do kanionu jest bardzo prosty. Najpierw idziemy solidnie wydeptaną ścieżką przez prerię. A potem wchodzimy do wyschniętego strumienia i nim podążamy dalej. Na naszej drodze pojawi się wielka, budząca respekt brama. Postawiono ją zapewne, by uniemożliwić tu wjazd pojazdom zmechanizowanym. My, po odchyleniu jednego z jej skrzydeł, śmiało idziemy dalej. Droga prowadzi teraz częściowo korytem strumienia, częściowo po skale, ale szlak cały czas jest dobrze widoczny. Orientację ułatwiają nam kamyczki wskazujące przebieg szlaku. Po około 45 minutach docieramy do   doliny Halfway Hollow. Tu koryto strumienia rozgałęzia się, łącząc się z Harris Wash. W tym miejscu trzymamy się prawej strony. Po kilku minutach stoimy przed wejściem do Zebra Canyon.

 

zebra canyon
Tę bramę przechodzimy przesuwając jedno z jej skrzydeł
zebra canyon
Droga washem
zebra canyon
Szlak przez piach i skały
zebra canyon
Wejście do Zebra Canyon

 

Co nas czeka w kanionie?

Kanion z początku jest dosyć szeroki, ale bardzo szybko dramatycznie się zwęża. Osoby z klaustrofobią mogą mieć tutaj problemy. Ja, znany na kilku kontynentach paranoiczny klaustrofobik, z miejsca dostałam ataku paniki i musiałam wycofać się na z góry upatrzone pozycje. Piętnaście minut zajęło mi, by się wypłakać i przestać się trząść. Postanowiliśmy przodem wysłać grupę rozpoznawczą w osobie mojego brata i jego syna Miłosza. Chłopaki wzięli krótkofalówkę i zniknęli w kanionie. Po 5 minutach donosili, że jest ciężko i ciasno, ale za to nie ma wody. Panowie zarządzili odwrót, a w tym samym czasie pojawiła się trzyosobowa rodzina i weszła do kanionu. Nasz zwiad powrócił i raportował, że kompletnie nie mieli się jak z nimi minąć, w zasadzie musieli podwiesić się nad kanionem, by dać im przejść.

 

zebra canyon
Wchodzimy do kanionu.
zebra canyon
Robi się coraz węziej.
zebra canyon
I jeszcze węziej…
Idziemy dalej, plecaki zostają przed kanionem.

 

Gdy przeszedł mi trochę pierwszy stres, zaczęłam zastanawiać się, jak najlepiej logistycznie zabrać się do zwiedzania kanionu. Wody nie ma, więc nie trzeba zakładać butów do wody. Plecaki muszą zostać przed kanionem, bo w środku nie ma na nie miejsca. Do kanionu trzeba wejść, jak wszyscy wyjdą, bo ekwilibrystyka w powietrzu nie jest moją mocną stroną.

Gdy tylko kanion był pusty, stosując techniki relaksacyjne, ponowiłam próbę wejścia. Jakoś szło, ale było strasznie. Przeciskałam się bokiem, mając ścianę zaledwie kilka centymetrów od twarzy. Aż doszłam do miejsca ze słynnym kamieniem, o którym pisano, że jest ciężki do przejścia, a niektórych po prostu zatrzymał i dalej nie poszli. Głaz, taki, jaki spadł Aronowi na rękę w filmie „127 godzin”, wisiał sobie wsparty na ścianach kanionu w takim miejscu, że kompletnie blokował drogę. Pod nim nie dało się przecisnąć, a by przejść nad nim, trzeba było wspiąć się na ściany kanionu, co nijak mi się nie udawało. W pewnym momencie Miłosz wpadł na pomysł, że on ten kamień usunie. Jak usunie? Przecież wszyscy po nim chodzą i na pewno jest mocno zaklinowany. Otóż nie, Miłosz chwycił wielgachny kamień i odwalił go na bok jakby był ze styropianu. Droga wola, elegancko przecisnęłam się dalej. O tym kamieniu piszą w różnych opisach trasy, teraz polskimi rękami to utrudnienie zostało zlikwidowane. Kamień teraz leży na ziemi, można go po prostu obejść, nawet nie zwracając na niego uwagi.

 

zebra canyon
Jedyny sposób by się minąć w kanionie.
zebra canyon
Specjalista od odrzucania kamieni relaksuje się w kanionie.
zebra canyon
Miłosz podchodzi pod stromą ścianę.
zebra canyon
Sesja zdjęciowa na „ściance”

zebra canyon

 

zebra canyon

 

zebra canyon

 

zebra canyon

 

 Poza kamieniem, którego już nie ma,  jest jeszcze jedno miejsce, które może wymagać pewnego zaparcia się na ścianach, ale to już absolutnie nic trudnego. Zaraz potem docieramy do najpiękniejszej części kanionu. To tutaj woda i wiatr wykonały iście jubilerską robotę, ściany kanionu mają regularny szlif, a tkwiące w nich mokies wyglądają jak osadzone szlachetne kamienie. Ten odcinek jest króciutki, ma około 20 metrów. Za nim znajduje się prawie pionowa ściana, ale za nią już nic specjalnie ciekawego nie ma, to co najładniejsze znajduje się przed nią. Wiemy to, bo oczywiście Miłosz podszedł pod nią i zaraportował, że dalej jest już tylko głęboki pool (czyli głęboko wydrążona skała) o pionowych ścianach, nie do przejścia bez sprzętu do wspinaczki. Naprawdę nie ma sensu, byście się pod tę ścianę wspinali, tym bardziej że zejście jest dużo trudniejsze niż wejście. Gdy byliśmy w kanionie przyszedł jeszcze dziadek z wnuczkiem i o ile podeszli pod te ścianę w miarę sprawnie, to zejście zajęło im dobre 10 minut kombinowania, jak postawić nogę, by schodząc nie spaść. Potwierdzili, że dalej nic ciekawego nie ma.

 

zebra canyon
Stroma ściana, za którą nie ma nic ciekawego.
Widok na kanion ze ściany, za którą nic ma nic ciekawego.
zebra canyon
Głęboka dziura zaraz za ścianą.

 

Dziura ze stromą ścianą

zebra canyon

 

zebra canyon
I na koniec znów coś ładnego

 

Kilka wskazówek na koniec

Jak już wspomniałam, najlepsze zdjęcia zrobimy około godziny 10-ej, ale kanion jest piękny o każdej porze, nie należy z niego rezygnować, tylko dlatego, że 10-ta nam się nie kalkuluje. Lepiej być tutaj w dzień słoneczny, słońce odgrywa istotną rolę w percepcji kanionu.

Choć jest to kanion szczelinowy, powódź błyskawiczna (flash flood) nie będzie tutaj szczególnym zagrożeniem, bo kanion jest króciutki, jesteśmy w stanie z niego wyjść w przeciągu kilku minut, a usunięcie kamienia teraz znacznie przyspieszy ewentualną ewakuację.

Do kanionu zabierzcie maleńki plecak, taki, który będziecie mogli nieść nad głową, kanion jest miejscami tak wąski, że nie da się iść z niczym na plecach. Albo po prostu zostawcie plecaki przed wejściem do kanionu, tak jak my zrobiliśmy. Dobrze też nie mieć wypchanych niczym kieszeni, znacznie zwiększamy w ten sposób swoją objętość, a ta im mniejsza, tym lepsza.

Warto zabrać ze sobą buty do wody, na wypadek gdyby w kanionie była jednak woda. Przyjemniej będzie iść w wodnej brei mając coś na nogach, o ile tu w ogóle można mówić o jakichkolwiek przyjemnościach. Woda stoi zwykle w dolnej części kanionu, idąc dalej wspinamy się w górę i tutaj już najczęściej jej nie ma. Dlatego zabieramy dalej nasze buty, w których przyszliśmy, potrzebne nam będą do dalszego bezpiecznego pokonywania kanionu. Jeśli rezygnujemy z butów do wody i decydujemy się iść na bosaka, to tym bardziej zabieramy w dalszą drogę nasze buty.




16 komentarzy

    1. Bardzo dziękuję i bardzo się cieszę, że może się przydać. Śpieszyłam się, by zdążyć prze wyjazdem Żeńskiego Koła Żucia Tytoniu. 😀 Teraz pracuję nad Bryce’m, mam nadzieję, że też się przyda. 🙂

  1. Uwielbiam Cię kobieto 😘
    Za te wszystkie opisy, szczegółowe trasy, mapki, za Twoją pomoc w planowaniu tras, za wszystkie podpowiedzi aby nie błądzić i nie tracić niepotrzebnie czasu. Za kompleksowe odpowiedzi na czasem głupie pytania 😜 za to że poświęcasz swój prywatny czas aby nam wszystkim ułatwić i pomóc. Bardzo wzruszył mnie ten wpis o Zebrze i pisanie o Bryce, bo wiem, że robisz to z myślą o nas i o naszym napiętym planie. A Klub Niebieskiego Buta chyba powstał samoistnie 😜😘😂 aa i Żucia Tytoniu 😂😂😂

    1. Dla mnie to pisanie to czysta przyjemność, bo dzięki niemu poznałam tylu wspaniałych ludzi, a przede wszystkim wspaniałych dziewczyn, o których istnieniu nigdy bym nie wiedziała. No i bardzo mi zależy, by nikt nie błądził, bo mi się to ciągle zdarza i wiem, jakie to jest frustrujące. A już szczególnie wtedy, jak ma się mało czasu i napięty program. Przysyłam moc uścisków i życzenia wspaniałej wyprawy. Bawcie się dobrze i raportujcie, co u Was słychać.
      Bryce na dniach! 😀

  2. Uwielbiam twoje opowieści i szczegółowe wręcz wskazówki co i jak i gdzie zrobić i skręcić….. chce się wybrać do ‚Zebry’ a ten artykuł mnie w 100 % zachęcił! Dzięki!!!
    Czekamy na więcej!

    1. Jest mi niezwykle miło i bardzo dziękuję! Te wskazówki to takie odchylenie podróżnicze, bo my bardzo często błądzimy i nie chcę, by to się przydarzało innym. 🙂 Zebrę bardzo polecam, to chyba najfajniejszy kanion szczelinowy, w jakim byłam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *