Zwiedzamy Monument Valley

„Jeśli nie byłeś w Monument Valley, to nie wiesz, jak wygląda Dziki Zachód” – mawiał  aktor John Wayne i trudno się z nim nie zgodzić. Ja po raz pierwszy zobaczyłam Monument Valley właśnie na filmie. Był to obraz Sergio Leone „Once Upon a Time in the West” z niesamowitą muzyką Ennio Morricone. I zakochałam się w Monument Valley na śmierć i życie. Oczywiście nie miałam pojęcia, jak się to miejsce nazywa, ale już wiedziałam, że muszę je zobaczyć przed śmiercią. Były wtedy jeszcze takie czasy, że śmierć była bardziej realna niż zobaczenie Monument Valley. Myślę, że nawet dzisiaj bardziej wykonalny jest lot w kosmos w tesli w charakterze pasażera niż wtedy wyjazd do Stanów.

Na szczęście czasy się zmieniły, a Monument Valley odwiedziliśmy potem wielokrotnie. Zawsze z wielkim wzruszeniem, ale nigdy już takim, jak za pierwszym razem, gdy nasze stopy stanęły na czerwonym piasku Tsé Bii’ Ndzisgaii, jak nazywają to miejsce Indianie Navajo.

 

Kilka słów o historii Monument Valley

Nie ma żadnych informacji na temat dotarcia hiszpańskich odkrywców z XVII lub XVIII wieku do Monument Valley, chociaż wiadomo, że bywali w okolicy i mieli kilka potyczek z Navajo zamieszkującymi rejon Four Corners. Pierwszymi nie-Indianami, którzy natknęli się na dolinę, byli prawdopodobnie meksykańscy żołnierze, którzy dotarli tu w 1822 roku. Potem na te tereny przybyła amerykańska armia wraz z pierwszymi osadnikami.  W tym czasie dochodziło do potyczek między Navajo a armią. Navajo kradli żołnierzom konie, ci zaś palili indiańskie wioski i niszczyli zasiewy. W napaściach na Navajo pomagali amerykańskiej armii Indianie Ute, znający teren i umiejscowienie umocnień Navajo.

W końcu w styczniu 1863 roku rząd amerykański zdecydował o wysiedleniu Navajo z ich rdzennych ziem. Navajo byli wyłapywani, w czym znów bardzo pomagali Ute, ich wsie palone, zwierzęta zabijane. Navajo mieli przeprowadzić się do rezerwatu w Nowym Meksyku, tereny te były zwane Bosque Redondo.

Na wiosnę 1864 roku zaczął się tzw. The Long Walk – marsz do oddalonego o 300 mil (480 km) rezerwatu. Indianie Navajo byli pędzeni jak bydło, nikt z armii nie interesował się ich losem, starsi lub słabi umierali w drodze, kobiety w zaawansowanej ciąży lub te, u których rozpoczął się poród, były zabijane przez żołnierzy. W ciągu 18-dniowego marszu życie straciło co najmniej 200 osób z pędzonych 8 tysięcy.

Bosque Redondo okazało się ziemią bardzo nieprzyjazną, nie było wystarczająco wody, drewna na opał, zasiewy regularnie niszczyły zarazy. Do tego na tym samym terenie umieszczono grupy Indian z plemienia Apaczów. A Navajo i Apacze od wieków lubili się jak kibice Legii z kibicami Widzewa. W rezerwacie non stop dochodziło do poważnych waśni, ustawicznych najazdów, od których cierpieli też okoliczni biali osadnicy. Dożywianie głodujących Indian kosztowało rząd amerykański 1,5 miliona dolarów rocznie. W końcu uznano, że pomysł z rezerwatem w tym miejscu jest bez sensu i na mocy traktatu z czerwca 1868 roku pozwolono Navajo wrócić. Traumatyczne przeżycia związane z The Long Walk stały się spoiwem Navajo jako narodu.

Na mocy traktatu Indianie Navajo dostali w rejonie Four Corners 14 000 km2 ziemi, nie był to jednak obszar Monument Valley, ten pozostawał terenem publicznym, zamieszkiwali go, oprócz Navajo, Indianie Ute, Pajuci i biali osadnicy. Gdy Amerykanie uznali te tereny za zupełnie bezużyteczne, gdyż nie znaleziono tu ani złota ani ropy, oddali je ostatecznie Navajo na mocy traktatu z 1933 roku. Monument Valley wróciło do plemienia.

Po karierze, jaką zrobiło Monument Valley w przemyśle filmowym w latach 40-stych, coraz więcej ludzi zaczęło odwiedzać to miejsce. W 1958 r. Rada Plemienna przegłosowała utworzenie na terenie Monument Valley pierwszego w historii parku plemiennego, który ma być prowadzony przez Navajo w modelu parku narodowego. Zmodernizowano drogi i zbudowano centrum dla odwiedzających.

 

monument valley

 

Monument Valley staje się sławna

W roku 1925, gdy tereny dzisiejszego rezerwatu jeszcze były publiczne, sprowadził się tutaj z Kolorado Harry Goulding. Prowadził mały punkt handlowy na północno-zachodniej krawędzi Monument Valley. Bardzo dobrze żył z członkami plemienia Navajo, udzielał im kredytów, był chętny do pomocy i współpracy. Indianie go lubili i mu ufali.

Gdy jego sklepik zaczął podupadać, rozglądał się za jakimś dodatkowym pomysłem na życie. W radiu usłyszał, że Hollywood poszukuje pleneru do westernu. Szybko spakował do walizki zdjęcia Monument Valley i zjawił się w wytwórni United Artists. Był rok 1938. Gdy Harry Goulding pojawił się w  wytwórni, nikt nie chciał z nim rozmawiać, dopiero gdy zagroził okupacją biura, przyszedł menadżer, by wyrzucić go za drzwi. Gdy zobaczył jednak Monument Valley na zdjęciach, z miejsca wręczył Gouldingowi czek na 5000$ i kazał montować ekipę złożoną z Navajo do roli Apaczów.

W ten sposób reżyser John Ford pojawił się w dolinie, a Monument Valley stała się sławna na cały świat dzięki nakręconemu tu filmowi „Dyliżans” z Johnem Wayhne’em w roli głównej. Film zdobył 2 Oskary, a western awansował z gatunku B na salony kinematografii. John Ford nakręcił  w dolinie jeszcze 6 filmów, co było ogromnym zastrzykiem finansowym dla plemienia i okolicznych przedsiębiorców. Henry Goulding chociażby, dobudował do swojego sklepu spory motel i restaurację.

Dzięki Johnowi Fordowi Monument Valley stało się scenografią dla wielu filmów, w tym do mojego ukochanego „Once Upon a Time in the West”. W czasie jednej z kolejnych wizyt poszukiwaliśmy miejsc, gdzie go nakręcono, z bardzo dobrym skutkiem.

 

monument valley

 

Jak powinniśmy zachowywać się w rezerwacie Navajo?

Navajo to bardzo serdeczni ludzie, ale mało wylewni i raczej wycofani w kontaktach z obcymi. Stanowią przeciwieństwo otwartych i bezpośrednich Amerykanów. Na przywitanie nie klepiemy ich po pleckach, nie robimy „misiaczków” i nie dziwimy się, gdy unikają kontaktu wzrokowego. Nie jest to z ich strony żaden despekt, tacy po prostu są. W naszej kulturze też nie wyskakujemy od razu z „misiaczkami”, ale po tygodniu obcowania z niezwykle bezpośrednimi Amerykanami może nam się udzielić. 🙂

W czasie naszej przejażdżki po Monument Valley nie spotkamy już wiele folkloru, który chcielibyśmy uwiecznić na zdjęciach, ale w przypadku fotografowania zawsze pytamy o zgodę i zawsze dajemy napiwek. A jeśli chcemy zrobić zdjęcie pięknie ubranej Indiance sprzedającej i najczęściej na miejscu robiącej biżuterię, to po prostu kupmy jakiś drobiazg. Te wyroby są naprawdę bardzo piękne, a przywiezione do Polski robią furorę swoją oryginalnością. Bez pozwolenia możemy fotografować w czasie publicznych wydarzeń.

 W ogóle fajnie by było, gdybyście zamiast wyprodukowanego w Chinach magnesu z Los Angeles, tutaj kupili drobiazgi dla rodziny. Przywieziecie oryginalne prezenty i wesprzecie pracowitych i gospodarnych ludzi. Bo rezerwat Navajo w porównaniu z innymi po prostu kwitnie, a ostatnie 20 lat to  skok cywilizacyjny, Navajo budują osiedla mieszkaniowe, szkoły, troszczą się o spuściznę kulturową swojego plemienia.

Jeśli będziemy mieć szczęście uczestniczyć w jakiejś indiańskiej ceremonii, pamiętajmy, że ma ona charakter religijny, nie gadamy, nie gapimy się w telefon, ogólnie zachowujemy się jak na mszy w kościele. Indiańskie ceremonie to przeważnie tańce, ale za żadne skarby nie bijemy na koniec braw i powstrzymujemy się od jakiegokolwiek aplauzu. Tylko na oficjalnych festiwalach możemy zachowywać się swobodnie.

Nie dotykamy ubrań ani biżuterii, którą noszą Indianie. Czasem spotykane u nas łapanie za coś z okrzykiem „Ojej, jakie to Pani ma ładne” jest największą zniewagą. Niektóre sztuki biżuterii są dla Indian święte, dotykanie ich przez obcych uchodzi za profanację.

Indianie Navajo nie mają wodza, tylko prezydenta, wybieranego co cztery lata w wolnych wyborach, także nie wyskoczmy z tym wodzem, bo my wyjdziemy na ignorantów, a Navajo może nas posądzić o to, że uważamy ich plemię za dzikusów.

Na terenie rezerwatu panuje ścisła prohibicja, nie wolno wwozić i spożywać tu alkoholu. Ten zakaz jest przestrzegany z całą surowością, mojemu znajomemu już po uregulowaniu rachunku i opuszczeniu hotelu ściągnięto z karty jeszcze 200$ kary za znalezione w koszu na śmieci butelki po piwie. Także zachowujemy abstynencję.

Każde plemię indiańskie jest inne, to czego dowiedzieliście się w jednym rezerwacie, może zupełnie nie funkcjonować w drugim. Tak jak my nie lubimy być brani za Rosjan, Turcy za Arabów, tak Indianie nie lubią, by mylono ich plemię z innym.

Żaden Navajo nie nazwie siebie Navajo tylko Diné, co znaczy miej więcej tyle co „ludzie” lub jak kto woli „my, naród”.

Po angielsku na Indian mówimy native Americans.

Miejmy na uwadze, że nie wszyscy Indianie znają język angielski, niektóre osoby, szczególnie starsze, w ogóle się nim nie posługują. Używanie własnego języka jest powszechne, między sobą Indianie często w nim mówią.

Bardzo miłe z naszej strony byłoby przyswojenie sobie kilku podstawowych słów w języku Indian Navajo, czyli języku Diné bizaad. Na pewno warto znać słowo „dziękuję” – “Ahéhee’” wymawiane ahihi. Zwrotem „dzień dobry” -Yá’át’ééh wymawiane jaa-te, z akcentem na te, rozbrajamy Indian na dzień dobry. Do zadań specjalnych może nam posłużyć fraza „kocham cię” – Ayóó Ánííníshní [ajoo aniniszni]. Ja osobiście w języku Diné bizaad najbardziej lubię wyraz Adą́ą́dą́ą́’ – czyli „wczoraj”, chociaż nigdy mi się nie przydał. 🙂

 

monument valley
Zachód słońca w Monument Valley

 

Gdzie się zatrzymać?

Najfajniejszy byłby nocleg na terenie Monument Valley. Niestety ceny są tu bardzo wysokie i musimy to uwzględnić planując nocleg. Noc spędzona na terenie Monument Valley pozwoli nam na oglądanie zabójczego zachodu słońca i jeszcze wspanialszego wschodu.

Jedynym hotelem na terenie parku jest The View. Budynek hotelu z wielkim smakiem został wkomponowany w czerwone skały Monument Valley. Każdy pokój ma balkon z widokiem na The Mittens, czyli najbardziej epickie ostańce w dolinie. Hotel ma dobry standard, każdy pokój ma łazienkę, lodówkę i mikrofalówkę, ale to, za co tu naprawdę płacimy, to ten widok. Hotel ma fajną restaurację serwującą śniadanie, lunch i kolację, znaczy dinner, możemy tu zasiąść przy stoliku z  widokiem na Monument Valley.

 

monument valley
Wschód słońca w Monument Valley, widok z pokoju w hotelu The View

 

Oprócz pokoi hotel dysponuje też luksusowymi domkami kempingowymi. Wszystkie mają to samo wyposażenie, co pokoje hotelowe, ale dodatkowo mają osobne mini sypialnie dla dzieci wyposażone w  piętrowe łóżka. Niektóre domki mają też living room z rozkładaną sofą, na której również można się przespać. Każdy posiada prywatny taras z widokiem na Monument Valley. Domki stoją na klifie w dwóch rzędach, warto zarezerwować rząd pierwszy, bo widok stąd jest najlepszy.

Pokój lub domek zarezerwujesz tutaj:

http://monumentvalleyview.com/reservations/

Kompleks The View dysponuje również  polem namiotowym i miejscami dla RV z przepięknym widokiem na dolinę. Do dyspozycji są tutaj łazienki i prysznice.

Tu można zarezerwować kemping:

 http://monumentvalleyview.com/campground/

The View cieszy się ogromną popularnością, najtańsze pokoje znikają błyskawicznie, warto je rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Nieco lepiej jest z domkami i kempingiem, ale i tu nie warto zostawiać rezerwacji na ostatnią chwilę.

Ciekawą opcją, choć również nietanią jest Monument Valley Tipi Village. To dosyć kameralne miejsce położone zaledwie 4 mile od wjazdu Do Monument Valley wśród indiańskich domostw, bez turystycznego zgiełku. Możemy tu spędzić noc w tipi, hoganie lub własnym namiocie na polu namiotowym. Tu również będziemy mieć widok na ostańce w Monument Valley.

Oferowany do wynajęcia hogan jest znakomicie wyposażony i bardzo ładnie urządzony. Czekają tu na nas 2  łóżka z pościelą, piec na drewno, stoły, krzesła, sofa, lodówka i kuchenka mikrofalowa, całości wystroju dopełniają ręcznie tkane dywany.

W każdym z pięciu oferowanych do wynajęcia tipi znajdziemy turystyczne łóżka z pościelą, stolik z krzesłami i lampę oświetlającą tipi. Do każdego tipi przypisana jest dająca cień wiata ze stolikiem, grillem, gniazdkiem elektrycznym i bieżącą wodą.

Do każdego z trzech miejsc namiotowych przypisana jest taka sama wiata jak do tipi.

Do dyspozycji gości są nowe toalety i prysznice, jak również ogólnodostępna lodówka i mikrofalówka. Najzabawniejsze, że jest tu też wifi.

Na życzenie można dostać również śniadanie.

Tu możesz zarezerwować miejsce w Monument Valley Tipi Village:

 http://www.monumentvalley-tipivillage.com/lodging-rates/

Monument Valley Tipi Village ma szczególnie dobre warunki na tle innych lokum oferowanych np. przez Airbnb. Niektóre oglądane przeze mnie hogany wyglądały jak piwnice po przemarszu szabrowników, z toaletą w postaci dziury w ziemi. Dokładnie przyjrzyjcie się ofercie, bo hogan hoganowi nierówny i warto świadomie decydować się na takie warunki, niż potem być rozczarowanym.

Pamiętajmy, ze w takich miejscach naszym hostem będzie Indianin, a on nie będzie się z nami wylewnie witał ani zagadywał wypytując o naszą rodzinę do trzech pokoleń wstecz. Goście przyzwyczajeni do amerykańskich gospodarzy mogą odebrać takie zachowanie jako lekceważenie. Nic z tych rzeczy, to jest właśnie wyraz szacunku.

Warto jeszcze wspomnieć Goulding Lodge and Campground, wielki konglomerat zbudowany przy historycznym Goulding Trading Post, czyli sklepie Henryego Gouldinga. To dosyć przyzwoite miejsce ze sklepem i restauracją. Znajdziemy tu pokoje, małe apartamenty z kuchnią, domki kempingowe, miejsca dla RV i pole namiotowe. Goście mają tu też do dyspozycji kryty basen, a nawet lotnisko. Na terenie kompleksu hotelowego jest również muzeum dokumentujące życie mieszkańców tego rejonu.

Jak widać nie jest to zbyt kameralne miejsce, ale jest bardzo blisko Monument Valley i dlatego warte rozważenia.

Tu zarezerwujecie pokój:

 https://www.gouldings.com/

Tu zarezerwujecie domek i miejsce kempingowe:

https://camp.gouldings.net/iqreservations/asp/CheckAvailability.asp

 

monument valley

 

Wjeżdżamy do Monument Valley

Do Monument Valley dojedziemy drogą 163. Jeśli będziemy jechać od północy po drodze zaliczymy kilka niesamowitych widoków.

Pierwszy z nich to tzw. Forrest Gump Point. Szczerze mówiąc zatrzymywałam się tam kilka razy nie mając świadomości, że to miejsce otrzymało w międzyczasie taką nazwę. Punkt ten znajduje się przy 13 słupku milowym, 7,9 mili od mostu na San Juan River. Po obu stronach drogi jest rozjeżdżone pobocze, można spokojnie zaparkować samochód. Mamy stąd fantastyczną panoramę doliny wraz z prowadzącą do niej drogą. Jesteśmy w tym miejscu w dużej odległości od Monument Valley, ale nie ulegajcie pokusie, by podjechać bliżej w nadziei na lepsze zdjęcia. Lepsze nie będą, tutaj jesteśmy na górce, zjeżdżając z niej stracimy tę unikatową perspektywę.

Najlepsza pora na dobre kadry z Forrest Gump Point to wczesny ranek, a najlepiej świt.

A czemu ten punkt tak się nazywa? Bo w tym miejscu tytułowy bohater filmu Forrest Gump doszedł do wniosku, że już się w swoim życiu nabiegał i przestał biec.

 

monument valley
Forrest Gump Point

 

Jadąc dalej po lewej stronie będziemy mieć słynne ostańce w następującej kolejności: Bringham Tombe, The King on his Throne, Stagecoach, Bear and Rabbit i Castle Butte, Big Indian zwany też Big Chief oraz Sentinel Mesa. Od strony drogi najlepiej fotografować je po południu.

 

monument valley
Stagecoach, Bear and Rabbit i Castle Butte
monument valley
King on his Throne

 

Teraz skręcamy w lewo w drogę 468 zwaną Monument Valley Rd. i ustawiamy się w kolejce do wjazdu. Opłata za wjazd wynosi 10$ od osoby, dzieci poniżej 9 lat są za darmo lub 20$ za samochód przy 4 osobach w samochodzie. Jeszcze tylko kawałek i mamy przed oczami jeden z najsłynniejszych widoków świata.

 

Czy mogę się poruszać po Monument Valley zwyczajnym sedanem?

Generalnie odpowiedź na to pytanie jest twierdząca. Ale jest kilka „ale”.

Droga przez Monument Valley to utwardzona glina, która niestety ma tendencję do rozmakania. Zimą, pod wpływem roztapiającego się śniegu, droga często ulega uszkodzeniu. Walczące z mokrą gliną samochody robią głębokie koleiny i dziury nawet na pół koła. Na wiosnę idzie równiarka, droga jest naprawiana i przez jakiś czas jest w idealnym stanie. Potem w połowie lipca nastaje pora monsunowa, popołudniami czasem pada, zdarzają się też burze. Droga zaczyna się psuć i o ile znów nie zostanie naprawiona, pod koniec lata jest w fatalnym stanie. Szanse, że trafimy na dobrą drogę są jednak duże.

Jak sprawdzić, w jakim stanie jest droga? Bardzo prosto, wystarczy przejść się kilkadziesiąt metrów do dwóch pierwszych zakrętów i wszystko będzie jasne. Ten kawałek to najgorsza część drogi, jeśli uznamy, że go pokonamy, to możemy mieć pewność, że dalsza trasa nie dostarczy nam specjalnych trudności.

Droga w dół, czyli droga do, jest w znacznie lepszym stanie niż droga powrotna pod górę. Zamiast walczyć z koleinami i dziurami pojedźmy po prostu kawałek pod prąd, nikt z naprzeciwka nie będzie nam miał tego za złe, postoi chwilę i poczeka, aż przejedziemy, on dobrze wie, że też będzie musiał podjechać potem pod tę górę.

Co jeśli jednak utkniemy w jakiejś dziurze i nie damy rady wyjechać? Natychmiast wszyscy Amerykanie, u których duch pionierstwa jest wciąż żywy, wysiądą ze swoich samochodów i pospołu z dziury nas wypchną. Ruch jest tu jak na Marszałkowskiej, zawsze kilku Amerykanów się trafi.

Generalnie na tę drogę najbezpieczniejszy jest samochód z większym prześwitem, czyli wyżej zawieszony. Ale zanim wpadliśmy na pomysł, by pożyczać terenówki, pokonaliśmy tę drogę zwykłym samochodem marki pontiac. Podstawowa zasada: z górki, a szczególnie pod górkę, jedziemy wolno, a nawet arcywolno, toczymy się dostojnie 10 mph. Potem droga się poprawia, możemy znacznie przyspieszyć.

Na drodze przez Monument Valley potwornie się kurzy, możecie być pewni, że Wasz samochód będzie cały w czerwonym pyle. Komu to przeszkadza, niech pomyśli zawczasu, czy warto tu wjeżdżać. Małżonek z kolei uwielbia taką jazdę i zawsze nie może się doczekać, kiedy będzie mógł wreszcie sobie pokurzyć. 🙂

 

monument valley
Po zjechaniu z górki droga już jest dobra.

 

Zwiedzamy Monument Valley

Zwiedzanie Monument Valley to głównie przejazd 17 milową drogą Valley Drive. Mamy prawo przemieszczać się tylko tą drogą, nie wolno nam iść, ani wjeżdżać w teren.

Jedynym szlakiem pieszym, którym mogą wędrować turyści jest Wildcat Trail. To 6-kilometrowa pętelka wokół ostańca West Mitten. Szlak zaczyna się tuż przy zjeździe do doliny, samochód zostawiamy na głównym parkingu. Generalnie nie polecam, na szlaku nie ma ani grama cienia, grzęźnie się w piachu po kostki, a widok na ostańce i tak jest lepszy z daleka niż z bliska.

Nasze zwiedzanie rozpoczynamy zjazdem do doliny, na dzień dobry będziemy mieć ten opisany wyżej najtrudniejszy kawałek.

Pierwsza atrakcja i stop numer 1 to widok na West Mitten, Merric Butte i East Mitten. Ostańce zwane rękawiczkami uważane są przez Navajo za ręce dobrego bóstwa, które opiekuje się doliną. Na udane zdjęcia możemy tu liczyć po południu, o zachodzie słońca i o świcie.

 

monument valley
West Mitten, Meric Butte i East Mitten o zachodzie słońca

 

Stop numer 2 to Elephant Butte, wielka czerwona skała, wyglądem przypominająca wszystko, oprócz słonia. Jej cechą charakterystyczną jest wąska ściana z równiuteńkim brzegiem, niczym uciętym nożem. Najlepsze zdjęcia zrobimy popołudniem.

 

monument valley
Elephant Butte

 

Teraz docieramy do skrzyżowania, możemy jechać w prawo, w lewo albo prosto, my kierujemy się w prawo, a zaraz potem przy kolejnym rozwidleniu w lewo do Three Sisters, trzech skalnych pinakli, które wyerodowały z Mitchell Mesa. To jest nasz stop numer 3. Najlepsze zdjęcia zrobimy tu rano.

 

monument valley

 

monument valley
Three sisters

 

Wracając kierujemy się w lewo do John Ford Point. To nasz stop  numer 4. Tutaj na skalnym cyplu wiszącym nad przepaścią wszyscy wykonują sobie najbardziej epickie zdjęcia do pokazania rodzinie i znajomym. Jeśli chcemy, by nasze zdjęcie na John Ford Point jeszcze bardziej zachwyciło rodzinę i znajomych, to wykonujemy sobie zdjęcie na koniu. Oczywiście najprawdopodobniej przyjechaliśmy do Monument Valley bez konia, ale to żadna przeszkoda. Zaraz obok Indianie mają punkt, gdzie możemy wynająć konika do zdjęcia. Koszt to ok. 8-10$, ale ceny mogły się zmienić.

 

monument valley
John Ford Point, wersja budżetowa bez konia
monument valley
John Ford Point

 

Tu też możemy wynająć konie na przejażdżkę po Monument Valley, ale ponieważ nie ma tu konkurencji, wycieczki są droższe niż te sprzedawane przy hotelu The View. Miejsce to nastawione jest na kompulsywnych klientów, którzy zauroczeni chwilą decydują się na przejażdżkę.

Na pewno zaś warto w budce u Lindy kupić fry bread – indiański specjał robiony z mąki i wody, smażony w głębokim oleju. Można zjeść na miejscu, albo zabrać na drogę, jego wartość kaloryczna pozwoli nam nie myśleć o jedzeniu do kolacji.

Wracamy na główną drogę, naszym stopem numer 5 jest Camel Butte. Przy sporej dawce dobrej woli i pod odpowiednim kątem jesteśmy w stanie dostrzec w tej skale sylwetkę wielbłąda. Wszystkie trzy wymienione powyżej lokalizacje najlepiej fotografować po południu.

 

monument valley
Camel Butte

 

Dalej główną drogą docieramy do The Hub Point, który jest naszym stopem numer 6. Oprócz widoku na czerwony ostaniec, w zaułku między dwoma mesami znajdują się dwa ciekawe pinakle stojące koło siebie, a mianowicie The Bird i The Hand. W oddali majaczy już Totem Pole.

 

monument valley
The Hub Point, The Bird i The Hand, w oddali Totem Pole

 

I właśnie Totem Pole i Yei Bi Chei jest naszym stopem numer 7. To moim zdaniem najbardziej niezwykła i najpiękniejsza formacja skalna w Monument Valley. Yo Bi Chei składa się kilku skalnych kolumn różnej wysokości, Totem Pole stojący obok jest z nich najwyższy, ma 75 metrów. Punkt widokowy jest niestety daleko, bliżej możemy dostać się tylko w czasie wycieczki z Indianinem. Najlepsze zdjęcia zrobimy tu o poranku.

 

monument valley

 

monument valley
Yei Bi Chei i Totem Pole

 

Zaraz obok znajdują się Sand Springs, oznaczone numerem 8. To pomarańczowe wydmy otaczające Sand Spring – jedno z niewielu źródeł wody w Monument Valley. Ten punkt daje nieco lepszy widok na Totem Pole niż poprzedni, bo jesteśmy po prostu trochę bliżej. W tym i we wcześniejszym punkcie zdjęcia najlepiej robić rano albo późnym popołudniem.

Nieopodal Sand Springs znajduje się The Cube – olbrzymi głaz w kształcie kostki.

 

monument valley
Sand Springs
monument valley
The Cube

 

Teraz kierujemy się na północ do punktu numer 9 zwanego Artist’s Point. Mamy stąd wspaniałą panoramę Monument Valley i widok na wszystkie ostańce, a za nami ciągnie się urokliwa Spearhead Mesa. To moje ulubione miejsce w dolinie, a ponieważ leży ono nieco na uboczu, niewielu zwiedzających tu zagląda.

 

monument valley

 

monument valley
Artist’s Point

 

Pora wracać. Po drodze czeka nas North Window, to punkt numer 10. North Window to widok na East Mitten w prześwicie między Elephant Butte a ostańcem zwanym Clay Butte. By w pełni cieszyć się tym widokiem, możemy podejść jeszcze pół kilometra, zostawiając samochód na parkingu. Tu wolno nam się poruszać.

Tuż przed powrotem na główną drogę przejedziemy obok The Thumb, to stop numer 11 i ostatni punkt zwiedzania. The Thumb to skalny pinakel tuż przy Camel Butte wyglądem ponoć przypominający kciuk, stąd ta nazwa.

 

monument valley

 

monument valley
The Thumb

 

Kończymy zwiedzanie, tylko tyle możemy zobaczyć bez przewodnika Navajo. A wszędzie dookoła kryją się niesamowite łuki skalne, indiańskie ruiny, petroglify, pinakle, ostańce i krajobrazy niczym z filmów science fiction. To może by się wybrać na wycieczkę z Indianinem i coś jeszcze zobaczyć?

 

Jak wybrać się na wycieczkę z przewodnikiem Navajo i nie zbankrutować?

Przeglądając zdjęcia najpiękniejszych łuków skalnych w Arizonie jako lokalizację wielu z nich podawano Monument Valley. Byliśmy już Monument Valley wcześniej i to kilka razy i nigdy żadnego łuku skalnego nie widzieliśmy. No to gdzie one są?

Po wnikliwym śledztwie okazało się, że owszem istnieją, ale są niedostępne dla zwiedzających. By je zobaczyć trzeba wykupić wycieczkę z Indianinem. Ceny wycieczek w internecie zwaliły mnie z nóg, a przemnożenie ceny przez 4 osoby dało zawrotną sumę. W internecie wycieczki mają swoje nazwy i konkretny program zwiedzania. Można wybrać taką, która najbardziej nam odpowiada. Z naszych ostatnich odwiedzin pamiętałam jednak budki stojące przed hotelem The View z napisem Tours i Horses. A może by tak zapytać na miejscu, może tam zaoferują nam korzystniejszą cenę? A co jak nie i wszystkie wycieczki będą już wykupione?

Postanowiliśmy zaryzykować. Po zakwaterowaniu w hotelu natychmiast pobiegliśmy do budki, przed którą stały rzędy samochodów, a w samochodach siedzieli Indianie z mocno wysłużonymi „katalogami wycieczek”. Z racji popierania emancypacji kobiet podeszliśmy do Indianki. Powiedzieliśmy, że chcemy się wybrać na wycieczkę, ale mamy własny plan i pokazaliśmy jej zdjęcia miejsc, które chcemy zobaczyć. Indianka powiedziała, że nie ma problemu, część tych miejsc jest w standardowym planie wycieczki, a te których nie ma po prostu nam dołożą. Zaproponowała nam cenę o 30% mniejszą niż w internecie i zapytała, o której chcemy jechać. Umówiliśmy się na 16-stą.

Całą sumę za wycieczkę zapłaciliśmy po naszej rozmowie, nie otrzymawszy oczywiście żadnego paragonu, więc z dreszczem emocji udaliśmy się na parking mając nadzieję, że ktoś tam jednak będzie na nas czekał. Indianka była na swoim miejscu i skierowała nas do żółtego jeepa na parkingu. Tam czekał na nas nasz przewodnik.

Wycieczkę można opisać jednym słowem, to była istna bajka! Zobaczyliśmy te miejsca, które chcieliśmy zobaczyć, ale i takie, o których nam się nawet nie śniło. Samochód był nowy i co ważne, był to porządny wóz terenowy, a nie pick-up z odkrytą paką z daszkiem. Dzięki temu nie zakurzyliśmy się od stóp do głów i na pewno było dużo wygodniej. Nasz przewodnik był bardzo miły i pomocny.

Bardzo polecam taką wycieczkę, zajmie Wam ona około 4 godzin. Taka wycieczka może być też opcją dla tych, którzy nie chcą tu wjeżdżać własnym samochodem, bo jej początkowa trasa prowadzi Valley Drive, czyli drogą zwiedzania doliny. Nie zapomnijcie dać na koniec Waszemu przewodnikowi napiwku. Jest on w takich sytuacjach oczekiwany.

Jeśli jednak zdecydujesz się wykupić wycieczkę przez internet, pod tym linkiem znajdziesz autoryzowanych przez plemię Navajo operatorów:

http://monumentvalleyview.com/navajo-guided-tours/

 

monument valley
Wóz naszego przewodnika

monument valley

 

monument valley

 

monument valley

 

monument valley

 

monument valley

 

monument valley

 

monument valley

 

monument valley

 

monument valley
Zdjęcia z wycieczki z przewodnikiem Navajo

 

A może wybrać się na konie?

Fantastyczny pomysł i niezapomniana przygoda na całe życie! Można się poczuć jak w prawdziwym westernie, z tą tylko różnicą, że towarzyszący Ci Indianin będzie Twoim sojusznikiem dbającym o Twoje zadowolenie i bezpieczeństwo.

Scenariusz załatwiania wycieczki był podobny do tego, w jaki zakupiliśmy wycieczkę do doliny. Należy podejść do samochodów zaparkowanych koło budki przed hotelem i popytać o cenę. Można się trochę potargować, ale nie przeginajmy. Generalnie im nas więcej, tym cena za osobę niższa, wreszcie rodziny z dziećmi nie będą aż tak poszkodowane finansowo, ta sama zasada dotyczy wycieczki samochodem.

Pod hotelem jest duży popyt i duża konkurencja, na pewno trafimy na cenę lepszą niż gdzie indziej.

Nam udało się trafić na atrakcyjną cenę i fantastycznego przewodnika. Umówiliśmy się z nim na konkretną godzinę, zawiózł nas swoim samochodem do zagrody z końmi położonej w samym sercu Monument Valley. Każdy dostał konika odpowiedniego do swojego doświadczenia i avanti między ostańce. Konie pozwalają nam dotrzeć tam, gdzie nie wjedzie żaden samochód i możemy się poczuć naprawdę jak na Dzikim Zachodzie.

A co jeśli nie mam doświadczenia i nigdy nie siedziałam bądź siedziałem na koniu? Brak doświadczenia absolutnie nie jest przeszkodą, nasz przewodnik nauczy nas, jak konika obsługiwać, nie jest to trudniejsze od nauki jazdy samochodem i do tego nie trzeba znać przepisów. Nowicjusz dostanie tak zwanego lazy horse, czyli konika sunącego dostojnie przez prerie Arizony. Natomiast po godzinie jazdy każdy już tak dobrze radzi sobie z koniem, że kłusem zwiedzamy dolinę.

Po takiej konnej wycieczce nasz przewodnik z dużym prawdopodobieństwem zaproponuje nam dużą zniżkę, jeśli wykupimy u niego jeszcze wycieczkę samochodową. Warto z tego skorzystać.

 

monument valley

 

monument valley

 

monument valley

 

monument valley

 

monument valley
Zdjęcia z wycieczki konnej

 

Once upon a Time in the West, czyli jak odszukaliśmy plan filmowy obrazu Pewnego razu na Dzikim Zachodzie

Jako wielki miłośnik tego filmu powzięłam informację, że na terenie Monument Valley wciąż istnieją elementy scenografii przygotowanej do filmu. Chodź większość scen kręcono w Hiszpanii, tu jednak nakręcono kilka kluczowych. I tak jedna z najsłynniejszych scen z westernów, gdy zbój Fonda wiesza na twarzowym łuku biednego Meksykanina, została nakręcona w Monument Valley i ponoć ten łuk, a raczej to, co z niego zostało, wciąż gdzieś tu stoi.

Do pomocy z odszukaniu łuku został zaprzęgnięty najlepszy przyjaciel każdego podróżnika, czyli Google Earth. Do przeczesania centymetr po centymetrze, jak to zwykle robię, był bardzo duży obszar. Na podstawie zdjęć z filmu i lokalizacji poszczególnych ostańców zawęziłam obszar poszukiwań. I bingo, to chyba jest to! Na ekranie komputera widać było zacienienie, a obok niego dwa równe pasy, jak nic tor do prowadzenia wózka z kamerą. Zapisałam pozycję GPS, mając nadzieję, że dobrze trafiłam.

W czasie naszej następnej wizyty w Monument Valley pojechaliśmy sprawdzić, czy nasze przypuszczenia pokrywają się z rzeczywistością. Domniemana lokalizacja znajdowała się już poza parkiem, po drugiej stronie drogi i wymagała dojazdu plątaniną polnych dróżek. Kierowaliśmy się, jak się dało na współrzędne i w końcu w oddali zaczął majaczyć zarys resztek łuku. Jest! Znaleźliśmy!

Ogarnęła nas euforia, ale i ogromne wzruszenie. Staliśmy przed łukiem  nadgryzionym już poważnie zębem czasu, dookoła walały się mocno zardzewiałe puszki, z których zapewne 50 lat temu Henry Fonda z Charlesem Bronsonem jedli wołowinę z fasolą na lunch. Było też trochę szkła z potłuczonych butelek, które zapewne zostawili tu przeciwnicy prohibicji. Przy łuku znajdował się wylany w betonie tor do prowadzenia kamery.

Spędziliśmy tu ponad godzinę na sesji fotograficznej i na oczekiwaniu, aż wyjdzie słońce. Nic z tego, nad Monument Valley nadciągnęła burza. Zupełnie jak na filmie…

 

monument valley

 

monument valley

 

monument valley

 

west
kadr z filmu „Once Upon a Time in the West”

 

Kilka słów podsumowania

Sam przejazd Valley Drive zajmie nam około 2-3 godzin, jeśli nie chcemy robić tu nic więcej, możemy zaplanować na Monument Valley pół dnia. Jeśli nie planujemy noclegu w dolinie lub okolicy, zostańmy przynajmniej do zachodu słońca, bo jest on tu naprawdę magiczny.

Monument Valley jest bardzo fotogeniczna, ale niektóre lokalizacje należy fotografować w świetle popołudniowym, niektóre w porannym. My zwykle przyjeżdżamy do Monument Valley wczesnym popołudniem, jedziemy sobie na objazd parku lub inne atrakcje, a wieczór i noc spędzamy na terenie parku. Potem obowiązkowa pobudka na świt i poranny objazd doliny, ze szczególnym uwzględnieniem porannych lokalizacji. To jest oczywiście wariant idealny, wariant kompromisowy to przyjechanie do Monument Valley po południu i zostanie do zachodu słońca. 🙂

 

 

monument valley
Wschód słońca w Monument Valley

 

 

 


8 komentarzy

  1. Witam,
    Bardzo lubię czytać Pani bloga, szczególnie na miesiąc przed wyjazdem do Stanów własnie w te miejsca, które Pani opisuje 🙂
    Chciałam podpytać o radę: czy Kanion Antylopy, Horseshoe i Monument Valley „wciskać” w ciągu jednego dnia czy rozbić na dwa dni?

    1. Można zrobić jednego dnia. Właśnie wróciliśmy z kolejnego objazdu Monument Valley i przy zatrzymywaniu się przy wszystkich punktach cała jazda zajęła nam 2 godziny. Można rano zrobić Horseshoe Bend, potem koło 11am Kanion Antylopy, a następnie Monument Valley. Dolina i tak jest najpiękniejsza późnym popołudniem.
      Bardzo dziękuję za miłe słowa i życzę wspaniałej wyprawy! 🙂

  2. Jestem na etapie projektowania naszej podróży po USA i jak dotąd Wasz blog jest najlepiej opracowany! Dziękuję, czytam i notuję z zapartym tchem! P. S. Czy mogę podpytać o ceny wycieczek, które kupiliscie na miejscu? Ściskam misiowo!

    1. Bardzo dziękuję za taki wspaniały komplement! 🙂
      Za koniki zapłaciliśmy 80$ od osoby, a za wycieczkę będącą kompilacją dwóch osobnych, zapłaciliśmy 300$ za 4 osoby. Pozdrawiam serdecznie z Utah!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *