Dolina Śmierci, zwiedzamy najgorętsze miejsce USA

Dolina Śmierci  w Kalifornii to żelazny punkt programu każdej trasy po  zachodnim wybrzeżu. Większość odwiedzających poświęca na nią pół dnia i zwiedza ją przejazdem. Jeden dzień wystarcza, by zobaczyć najpopularniejsze punkty, ale dolina ma znacznie więcej do zaoferowania. Idealnie by było, gdyby zostać w Dolinie Śmierci przynajmniej na jedną noc, by zobaczyć legendarny tu zachód i wschód słońca. My byliśmy w tym parku już trzy razy będąc tu więcej niż jeden dzień i wciąż mamy tu dwie rzeczy do zobaczenia, mianowicie Titus Canyon i Darwin Falls. Dolina Śmierci to najgorętszy park w USA, dlatego też warto o tym pamiętać planując zwiedzanie.

W parku jest wiele dróg nieutwardzonych i fantastycznych dróg terenowych, po których jeździ się głównie dla fun’u. Po nieutwardzonych, a szczególnie tych wysypanych żwirkiem jeździmy wolno i ostrożnie. Po terenowych jeździmy z prędkością wprost proporcjonalną do chęci przeżycia pustynnej przygody. 😉

 

dolina śmierci

 

Najlepsza pora na zwiedzanie parku

Dolina Śmierci to dobre miejsce na zimową wyprawę, znośne temperatury panują tu także wczesną wiosną i późną jesienią. Koniec zimy i początek wiosny to szansa na zobaczenie kwitnącej pustyni. Są lata, gdy na spalonej przez pozostałą część roku ziemi zakwitają tysiące kwiatów tworząc różowe, fioletowe, żółte i białe kobierce. Dlatego też do doliny ściągają wtedy fotografowie z całego świata, by uwiecznić ten fenomen.

Zazwyczaj jednak trafiamy do Doliny Śmierci w okresie wakacyjnym, w którym temperatury mogą przekraczać 40 stopni C. W sumie też da się przeżyć, ponieważ to jeden z niewielu parków, który głównie zwiedza się samochodem. W zasadzie jeździmy od punktu do punktu, wychodząc z wozu najwyżej na pół godziny. Przy włączonej klimatyzacji w samochodzie to szybka droga do przeziębienia (doświadczenie osobiste), dlatego warto ją przykręcić w czasie zwiedzania Doliny Śmierci, szkoda czasu na chorobę.

 

dolina śmierci

 

Gdzie się zatrzymać?

Jeśli zdecydujemy się zanocować w Dolinie Śmierci, co gorąco polecam, mamy do dyspozycji kilka hoteli i kempingów.

Kempingi

Kempingi zlokalizowane są w samej dolinie, jak i na jej obrzeżach.  Oprócz kempingów parkowych, dodatkowe kempingi oferują prywatni operatorzy.   Można także rozbić namiot w terenie na określonych przez park obszarach.  Najwięcej osób nocuje na kempingach w okresie od listopada do marca.  Potem w dolinie robi się tak gorąco, że nocowanie pod namiotem staje się trudne do wytrzymania.

Dolina Śmierci oferuje nam aż dziewięć kempingów, ale dostępność udogodnień na kempingach jest zróżnicowana.  Na niektórych z nich nie ma nawet wody.  Niektóre są całoroczne, niektóre sezonowe.

Położony poniżej poziomu morza, całoroczny i dobrze wyposażony (woda, toalety, stoliki itd.) kemping Furnance Creek Campground można rezerwować z sześciomiesięcznym wyprzedzeniem przez internet lub telefonicznie.  Rezerwować można pobyt w okresie od 1 września do 15 maja.  Rezerwacja musi być zrobiona najpóźniej na cztery dni przed planowaną datą pobytu.  Warto zadbać o wcześniejszą rezerwację ponieważ jest to najbardziej popularny kemping w dolinie.

Rezerwację internetową możesz zrobić tutaj:

https://www.recreation.gov/camping/furnace-creek/r/campgroundDetails.do?contractCode=NRSO&parkId=70978

Miejsca, które nie zostały zarezerwowane przez internet, dostępne są na Furnance Creek Campground na zasadzie first came/first served. Kemping ten jest niezwykle popularny, dlatego też wolne miejsca znikają na nim w dniu rozpoczęcia przyjmowania rezerwacji.  Trzeba się więc spieszyć.  W okresie między 15 maja a 31 sierpnia kemping działa wyłącznie na zasadzie first came/first served.

Położone 600 m n.p.m. i wyżej całoroczne kempingi Mesquite Spring, Emigrant i Wildrose  działają wyłącznie na zasadzie first came/first served.

Pozostałe kempingi parkowe są sezonowe. Kemping Sunset położony poniżej poziomu morza jest czynny od listopada do maja. Kemping Texas Springs  jest czynny od 13 listopada do maja, a Stovepipe Wells od 15 września do 10 maja. Uwaga, na tych kempingach praktycznie nie ma cienia!

Posiadacze samochodów 4WD mogą dojechać i skorzystać na zasadzie first came/first served z położonych na 2200 i więcej m n.p.m. sezonowych kempingów Thorndike oraz Mahagony Flat, które są czynne od marca do listopada.  Są to kempingi bez żadnej infrastruktury i zacienienia, ale położenie na dużej wysokości istotnie obniża panujące tam temperatury w porównaniu z miejscami na poziomie i poniżej poziomu morza.

Kempingi są dostępne także przy położonych na terenie doliny hotelach. Kemping Fiddlers Campground przy The Ranch at the Death Valley można rezerwować  przez stronę internetową hotelu.

https://www.oasisatdeathvalley.com/lodging/fiddlers-campground/

Kemping Panamint Springs Resort można zarezerwować telefonicznie (775)482-7680. Szczegółowe informacje z planem miejsc znajdziecie tutaj:

http://www.panamintsprings.com/accommodations/camping-rv/

Kemping przy Stovepipe Wells RV Park działa na zasadzie first came/first served od października do kwietnia.

Park co do zasady pozwala także na obozowanie w terenie, pod warunkiem, że namiot stawiamy co najmniej milę od drogi, a samochód przy drodze.  Część dróg jest wyłączona z tej zasady i nie wolno obozować przy nich pod żadnym pozorem.  Link do listy wyłączonych dróg poniżej:

https://www.nps.gov/deva/planyourvisit/backcamp.htm

Szczegółowe informacje o udogodnieniach na kempingach na terenie parku znajdziecie tutaj:

https://www.nps.gov/deva/planyourvisit/camping.htm

Hotele

Z hoteli na terenie doliny najbardziej luksusowy jest położony prawie na poziomie morza The Inn at the Death Valley.  To wielka hacjenda w hiszpańskim stylu położona na zboczu wzniesienia z fantastyczną perspektywą na zachodnią ścianę doliny.  Pokoje z widokiem na zachód cieszą się wielką popularnością, ponieważ umożliwiają obserwowanie wschodu słońca w dolinie. A zachód ten jest wyjątkowo spektakularny.  Hotel ma basen, restauracje i gaj palmowy, ale i ceny są tutaj wysokie.

Nieco tańsza i dużo mniej wytworna opcja to położony po sąsiedzku The Ranch at the Death Valley.   Proste, ale czyste pokoje z łazienkami zlokalizowane są w parterowych pawilonach.   Na miejscu jest basen, pole golfowe i trochę palm, ale nie tyle co w The Inn.   Hotele The Inn oraz The Ranch at the Death Valley wraz z kempingiem tworzą razem kompleks zwany The Oasis at the Death Valley. Są one położone centralnie w sercu Doliny Śmierci, dzięki czemu umożliwiają zwiedzanie doliny we wszystkich kierunkach.

Stovepipe Wells Village Hotel oferuje 83 prosto urządzone pokoje.  Na miejscu jest basen i restauracja.

Panamint Springs Resort and RV Park to  tanie miejsce oferujące bardzo niedrogie domki kampingowe (cabins), namioty (tent cabins), miejsca dla kamperów (RV) i miejsca dla osób z własnym namiotem.

 

dolina śmierci

 

Dolina Śmierci – rozpoczynamy zwiedzanie

W opisie planu zwiedzania przyjęłam, że wjedziemy do Doliny Śmierci od wschodu, od strony Las Vegas drogą nr 190.

 

Dantes View

W takim układzie naszym pierwszym punktem w parku będzie Dantes View. Warto tu być przed południem, ponieważ po południu słońce będzie świeciło nam w oczy. Z drogi nr 190 skręcamy w lewo na Furnance Creek Wash Road, trzymając się prawej strony wjeżdżamy na Dantes View Road. W sumie mamy do przejechania 13 mil (20,8 km) od skrętu z drogi 190.

Dantes View to jeden z najbardziej imponujących widoków w Kalifornii. Znajdujemy się tutaj na 1669 metrach, mamy tu całą panoramę doliny wraz z Badwater Basin i szczyty Gór Panamint i Sierra Nevada.

Z parkingu mamy do przejścia 0,8 km i 60 m w górę.

Miłośnicy Gwiezdnych Wojen na pewno rozpoznają to miejsce. To stąd w Nowej Nadziei Obi-Wan pokazuje w dole Luke’owi miasto Mos Eisley na planecie Tatooine, reklamując je jako gniazdo drani i złoczyńców.

Na Dantes View strasznie wieje!

 

dolina śmierci
Droga na Dantes View
dolina śmierci
Dantes View, zdjęcie z czasów, gdy robiliśmy więcej zdjęć sobie, niż ładnym miejscom.

 

Twenty Mule Team Canyon

Twenty Mule Team Canyon Road to 3,5 kilometrowa nieutwardzona jednokierunkowa pętelka odchodząca od drogi nr 190. To nasz kolejny punkt programu. Droga nadaje się do przejechania każdym samochodem. Wiedzie ona przez piękne badlands, będące zapowiedzią Zabirskie Point, do którego nieuchronnie się zbliżamy.

Kto ma ochotę wysiąść z samochodu nie tylko na zdjęcia, może poszukać drogi prowadzącej do pałacu Jabby, którą wędrował R2D2 i C3PO w Powrocie Jedi, właśnie w Twenty Mule Team Canayon.

Nazwa drogi przez kanion pochodzi od zaprzęgu 20 mułów ciągnących wielkie wozy z boraksem wydobytym z tutejszych kopalni. Zasadniczo mułów było 18, bo na przedzie szły zwykle dwa konie, ale w niczym nie zmieniało to faktu, że te pracowite zwierzęta musiały pokonać ponad 165 mil (264 km) do najbliższej linii kolejowej. Wędrówka zajmowała im 10 dni i rozpoczynała się w dolinie poniżej poziomu morza, a kończyła na 625 metrach.

 

dolina śmierci
Poszukaj zamku Jabby w Twenty Mule Team Canyon!
horse
Zaprzęg Twenty Mule Team.

 

Zabirskie Point

Zabirskie Point to najbardziej znane miejsce w Dolinie Śmierci, mamy tu widok na wspaniałe złote badlands, a za nimi na solną równinę. To miejsce szczególnie imponująco wygląda o wschodzie i zachodzie słońca. Sądząc po cenach sprzętu fotograficznego, jaki można tu zaobserwować w czasie wschodów i zachodów słońca, wschód przyciąga znacznie droższe aparaty.

My nie mieliśmy najmniejszego problemu, by być na Zabirskie Point o 5-ej rano, bo będąc na jetlagu już od 3-ej obijaliśmy się po pokoju. Ludzi może nie było zbyt dużo, ale za to jakie aparaty! Nasz aparat wyższej klasy średniej musieliśmy ze wstydu ukrywać pod kurtką. Dobrze, że było zimno i mieliśmy kurtki. Spotkaliśmy tu jednego z naszych ulubionych fotografów, którego prace podziwiamy od dawna. Wszyscy dookoła pstrykali jak szaleni, a on zrobił może ze trzy zdjęcia, a większość czasu spędził stojąc i kontemplując cudowny wschód słońca na doliną.

Aby dokładnie przyjrzeć się badlands na  Zabirskie Point można się wybrać na szlak Badlands Loop (4 km), a jeśli nie możemy rozstać się z tym miejscem, to możemy naszą eksplorację powiększyć o Golden Canyon i Lower Gulch.

 

dolina śmierci
źródło: NPS

 

A kim był pan Zabirskie z tak swojsko brzmiącym nazwiskiem? Ano był potomkiem naszego rodaka Albrychta Zaborowskiego z Węgorzewa, który przybył do New Jersey w 1662 roku w poszukiwaniu szczęścia i pieniędzy. Albrycht był człowiekiem inteligentnym i dlatego szybko zrozumiał, że z tak trudnym do wymówienia dla Amerykanów imieniem i nazwiskiem kariery nie zrobi. Przemianował się więc na Albert Zabirskie i zaczął robić karierę. Na pewno byłby dumny ze swojego potomka Christiana Zabirskie, którego imieniem nazwano ten punkt. Christian Zabirskie zasłużył sobie na nazwanie tego miejsca swoim imieniem, ponieważ był szanowanym dyrektorem generalnym Pacific Coast Borax Company operującej w Death Valley.

Fani serialu Twin Peaks zapewne wiedzą, że Grace Zabirskie grająca Laurę Palmer nigdy nie zagrałaby Laury Palmer gdyby jej praszczur nie opuścił Węgorzewa.

Zabirskie Point zaistniał w światowej kulturze wielokrotnie. Antonioni swój film o rewolcie na tle rasowym na uniwersytecie w Los Angeles zatytułował właśnie Zabirskie Point i umieścił tu kilka scen swojego obrazu. Film jest dosyć nudnawy, ale obejrzałam go ze względu na tytuł. Kto oglądał Spartakusa Kubricka ten rozpozna Zabirskie Point w scenie w kamieniołomie. I wreszcie kultowy album U2 Josha Tree ma na okładce właśnie ten punkt w Dolinie Śmierci, a nie joshua tree. 🙂

Żegnamy Zabirskie Point i kierujemy się na drogę do Badwater. Kto jednak może, niech tu wróci na zachód, a jeszcze lepiej wschód słońca.

 

dolina śmierci dolina śmierci

dolina śmierci
Wschód słońca na Zabirskie Point
dolina śmierci
Słońce pojawia się w dolinie.
dolina śmierci
Bez aparatu wielkoformatowego wstyd się tu pokazać. 
dolina śmierci
Badlands Loop

 

Golden Canyon

Kto nie skusił się, by przejść do Golden Canyon z Zabirskie Point to obowiązkowo musi się tutaj zatrzymać w drodze do Badwater.  To piękny kanion ze złotymi ścianami, na jego końcu znajdziemy Red Cathedral olbrzymią czerwoną skałę przypominającą gotycką katedrę. Szlak do Red Cathedral to prawie 5 km w obie strony, może być ciężki do przejścia latem, ale warto spróbować przejść chociaż kawałek.

Idąc Golden Canyon uważajcie na Jawów, bo jak R2D2 podążał tędy w poszukiwaniu Obi- Wana to go ogłuszyli, pojmali i sprzedali. Nie możemy sobie na to pozwolić, bo mamy jeszcze bardzo dużo do zobaczenia. 😉

 

dolina śmierci
W drodze do Golden Canyon
dolina śmierci
Golden Canyon

 

Artist’s Drive

Następny punkt programu to Artis’s Drive, asfaltowa, jednokierunkowa pętelka. Droga ma 14 kilometrów i wiedzie przez kolorowe wzgórza. Najciekawsze miejsce wzdłuż Artist’s Drive to Artists Palette, czyli Paleta Artysty. Rzeczywiście skały wyglądają  tutaj jak paleta malarska z rozmieszanymi kolorami. Istnienie tutaj takiej ferii barw zawdzięczamy wysokiej koncentracji utleniających się metali. Mika nadaje im kolor zielony, mangan purpurowy, a żelazo żółty, czerwony i pomarańczowy.

Wzdłuż Artist’s Drive również nakręcono kilka scen z Nowej Nadziei, między innymi tę z wielkim pojazdem Jawów i biednym pojmanym R2D2 wleczonym w jego kierunku.

 

dolina śmierci
Artists Drive i Artists palette

 

Devil’s Golf Course

Następny nasz stop to Devil’s Golf Course. Devil’s Golf Course powstało w miejscu jeziora, które kiedyś w całości pokrywało dolinę. Ale słone jezioro wyparowało, pozostawiając wielkie pokłady soli na swoim dnie. Diabelskie Pole Golfowe pokrywają kilkudziesięciocentymetrowe bryły gliny, na nich osadziły się kryształy soli. Kryształki są strasznie ostre, dlatego też bardzo można  tutaj pospacerować. Ale jeśli zdecydujemy się na małą przechadzkę, to bądźmy ostrożni. Gdybyśmy się tu przewrócili, to na pewno skończyłoby się to skaleczeniem. A przede wszystkim szkoda solnych tworów, pewnie uległyby trochę uszkodzeniu.

Autor pierwszego przewodnika po Dolinie Śmierci stwierdził, że to miejsce tak nie nadaje się na spacer i jakąkolwiek inną aktywność, że tylko diabeł czułby się tu dobrze i nawet umiałby tu pograć w golfa.

Devil’s Golf Course znajduje się  83 metry poniżej poziomu morza.

 

dolina śmierci
Devils Golfcourse

 

Badwater

Kolejny punkt zwiedzania to Badwater. Po drodze możemy odbić na chwilę do  Natural Bridge, niewielkiego, ale urokliwego łuku skalnego wiszącego nad kanionem. Szlak do łuku to 3,2 kilometra  w obie strony, jest bardzo prosty, idziemy wąskim kanionem, więc znajdziemy tu trochę cienia.

Badwater to najniższy punkt poniżej poziomu morza w całej Ameryce Północnej. To olbrzymie solnisko znajduje się 86 metrów poniżej poziomu morza. 10.000 lat temu obszar doliny wypełniało słone jezioro Manly, które miało aż 130 kilometrów długości i miejscami do 180 metrów głębokości. Na skutek zmian klimatycznych wyparowało zostawiając na dnie pokłady soli. Ale zanim wyparowało ostatecznie, miało cykle pojawiania się i znikania. Sól rozpuszczała się w wodzie, po czym woda wyparowywała, a sól na nowo krystalizowała się na powierzchni. Pokłady solnej skorupy mają tutaj od 8 do 152 centymetrów. Do dzisiaj jezioro pojawia się  okazjonalnie po większych opadach,  stąd też nazwa Badwater.

Jest tu naprawdę upiornie gorąco, ale faktem jest, że byliśmy tutaj latem, a nasz samochód pokazywał temperaturę 52 st. C. Po wyjściu z samochodu powietrze parzyło nas po gołych nogach. Wykonaliśmy krótki spacer po solnisku, ale gorąc szybko zniechęcił nas do dalszego przebywania w tym miejscu. Dlatego też szybko salwowaliśmy się ucieczką do samochodu.

 

dolina śmierci

dolina śmierci
Badwater

 

Furnance Creek

Po Badwater możemy udać się do oazy na pustyni, zmierzamy do Furnance Creek. Tutaj w cieniu palm i przy szemrzących strumieniach możemy chwilę odpocząć i zjeść lunch. W oazie znajduje się nobliwy hotel w stylu hiszpańskiej misji, zbudowany przez Pacific Coast Borax Company w 1927 roku. Z czasem hotel rozbudowano i dodano basen i korty tenisowe, na których rozgrywają się od 2011 roku zawody Heartstroke Open. 🙂 Jest tutaj również najniżej położone pole golfowe na świecie, znajduje się ono na 65 metrach poniżej poziomu morza. Furnance Creek uchodzi za miejsce z rekordową najwyższą zanotowaną temperaturą na świecie 56,7 st. C.

Oprócz restauracji, kawiarni i sklepu, w Furnance Creek znajduje się również stacja benzynowa. Jeśli nie jesteśmy w absolutnej desperacji, radzę jej unikać ze względu na cenę benzyny.

W Furnance Creek znajduje się również Boraks Museum muzeum boraksu, minerału, który napędził rozwój tego regionu. Boraks występuje w niewielu miejscach na świecie, oprócz Kalifornii duże jego złoża można znaleźć jeszcze w Turcji. Do czego wykorzystywany jest boraks? Boraks ma szerokie zastosowanie w ceramice, farbiarstwie, kosmetyce i lecznictwie, ma właściwości aseptyczne. Jego roztwór ponoć świetnie wywabia plamy, można nim podobno wyczyścić kuchnię i łazienkę.

W muzeum znajdziemy stare narzędzia górnicze, historyczne zdjęcia i wycinki z gazet, próbki minerałów boranowych oraz artefakty z czasów prekolumbijskich. Na muzealnym dziedzińcu możemy obejrzeć dyliżans, sprzęt górniczy i transportowy, stoi tu lokomotywa parowa i traktor na parę (Old Dinah), który zastąpił wozy z dwudziestoma mułami. Stoi tu również  jeden z dwóch zachowanych oryginalnych wozów Twenty Mule Team.

Jeśli wciągnął Was temat boraksu, co wcale nie jest takie oczywiste, możecie wybrać się do Harmony Borax Work zamkniętej w 1888 roku  kopalni boraksu, która znajduje się 2 mile za Furnance Creek.

 

dolina śmierci
The Inn at the Death Valley

 

Ubehebe Crater

Naszym kolejnym celem jest Ubenebe Crater. Z drogi 190 wjeżdżamy na Scotty’s Castle Road. Do samego Scotty’s Castle niestety aktualnie nie dojedziemy, ponieważ wielka powódź z roku 2015 rozmyła drogę i uszkodziła sam zamek. Droga i zamek są zamknięte z powodu napraw do roku 2020, dokładnej daty otwarcia jeszcze nie podano. Sam Scotty’s Castle to hiszpańska willa zbudowana przez milionera z branży ubezpieczeniowej Alberta Johnsona w latach dwudziestych ubiegłego wieku, tuż przed Wielkim Kryzysem. Wnętrze zamku wygląda jakby dopiero co wyprowadził się stąd król Artur, skuszony perspektywą zamieszkania w Bieszczadach. 😉 Interior zdecydowanie sugeruje, że właściciel tego domostwa całe życie marzył, by zostać rycerzem Okrągłego Stołu. 🙂

Ale wróćmy do krateru. Ubehebe Crater utworzył potężny wybuch, gorąca magma podgrzała wody gruntowe przekształcając je w parę, a ta pod ogromnym ciśnieniem wyrzuciła w powietrze skały. Na skutek tego powstał krater o szerokości prawie kilometra. Obok niego stoi mały kraterek o nazwie Little Hebe Crater. Ubehebe Crater jest bardzo urodziwy, bo prawie idealnie okrągły, do tego ma niezwykłą jak na krater barwę, bo jest miejscami pomarańczowy.

Krater można zobaczyć od razu z parkingu. Dla masochistów przygotowano szlak na dno kaldery. Do zejścia mamy tu 200 metrów w dół, a co najlepsze, potem 200 metrów w górę po osuwającym się piasku.

Fajną opcją zobaczenia najbardziej kolorowych ścian krateru jest szlak Little Hebe Trail (1,6 kilometra w obie strony), prowadzący zachodnim brzegiem kaldery do małego kraterku.

Można się też wybrać 3,5 – kilometrowym szlakiem dookoła krateru. Ale widok z tego szlaku niewiele różni się od tego z  Little Hebe Crater, a wędrówka po grząskim ostrym piasku wulkanicznym nie należy do przyjemności.

Na zdjęciach Ubehebe Crater najlepiej wygląda o zachodzie słońca. O tej porze jego pomarańczowe ściany błyszczą niczym stare złoto w promieniach znikającego słońca.

 

dolina śmierci
Ubehebe Crater

 

Racetrack Playa

Z Ubehebe Crater mamy już blisko do najbardziej niezwykłego miejsca w Dolinie Śmierci, do Racetrack Playa. To tutaj po dnie wyschniętego jeziora wędrują głazy i kamienie, a zagadka ich przemieszczania się nie znajdywała rozwiązania przez dziesiątki lat.

Tutaj szczegółowy opis naszej wyprawy na Racetrack i rozwiązanie zagadki:

Dolina Śmierci, Racetrack – wędrujące kamienie

Gdybyśmy czuli jeszcze niedosyt dróg terenowych, wracając z Racetrack możemy drogą Big Pine Road udać się do Eureka Dunes, najwyższych wydm w USA.

 

Devils Cornfield

Zawracając w kierunku doliny podążamy drogą 190 w kierunku Mesquite Flat Sand Dunes. Naszym pierwszym przystankiem jest Devils Cornfield. Ja osobiście uwielbiam to miejsce. Devils Cornfield to wielka otwarta przestrzeń porośnięta malowniczymi, wiecznie zielonymi krzaczorami. Krzaczory noszą nazwę arrow weed, ponieważ Indianie pozyskiwali z nich materiał na strzały. Krzaki wyglądają niczym snopki stojące na polu. Na tej otwartej przestrzeni wiatr hula jak w Kieleckiem, wydmuchując piasek i glebę z równiny. Te gromadzą się przy krzakach, na skutek tej akumulacji, wokół krzaka tworzą się pagórki. Na nich krzewiny rosą coraz wyżej. Pustynia usiana takimi wiechciami wygląda niesamowicie.

Warto tu zajrzeć bliżej zachodu słońca, ponieważ o tej porze mamy szansę na najładniejsze zdjęcia.

 

dolina śmierci

dolina śmierci
Devils Cornfield

 

Mesquite Flat Sand Dunes

4 mile za Devils Cornfield, przy drodze 190, znajdują się Mesquite Dunes. Nie ma tutaj żadnego szlaku, dlatego też możemy maszerować przed siebie w dowolnym kierunku. Mesquite Dunes są bardzo popularne, dlatego warto przyjechać tu na wschód słońca.  Ludzi będzie mało, albo nawet możemy mieć szczęście i  być tu w zupełnie sami. Dodatkowym atutem przemawiającym za tą porą dnia jest fakt, że z rana nie będziemy mieć na wydmach śladów stóp zwiedzających, ponieważ w nocy zniweluje je wiatr. Wydmy oświetlone promieniami wschodzącego słońca nie mają tak ostrych cieni jak o zachodzie i wyglądają oszałamiająco w łagodnym świetle poranka. Zachód słońca w tym miejscu ma również swoich amatorów, to też dobra pora na zdjęcia, ponieważ wydmy złocą się, a światło i cień tworzą na nich fantazyjne wzory.

W Gwiezdnych Wojnach Nowej Nadziei Mesquite Dunes odgrywają planetę Tatooine. To tutaj dwa droidy wykłócają się, w którą stronę iść po wylądowaniu w kapsule ratunkowej.

W oczekiwaniu na  dobre światło na wydmach możemy wybrać się do Mosaic Canyon. Wiedzie do niego nieutwardzona droga (3.7km)  Mosaic Canyon Road zaczynająca się w Stovepipe Wells Village przy Stovepipe Wells Campground. Skały w Mosaic Canyon zbudowane są z drobnych różnokolorowych kamyczków zatopionych w wapiennej skale, które tworzą fantazyjne mozaiki na ścianach kanionu.

Jeśli ktoś z Was będzie wyjeżdżał z Doliny Śmierci drogą 190 przez Panamint Springs warto odwiedzić Darwin Falls. Darwin Falls to wodospad w oazie, która wygląda jak tropikalna laguna. To miejsce jeszcze jest na naszej liście „do odwiedzenia”.

 

dolina śmierci

 

Titus Canyon

Warto wspomnieć jeszcze o Titus Canyon Drive. To 43 kilometry drogi w wąziutkim kanionie, dlatego też jest ona na długim odcinku jednokierunkowa. Droga momentami jest tak wąska, że trzeba uważać, by nie przytrzeć samochodu. Titus Canyon uchodzi za jedną z najwspanialszych dróg terenowych w USA. Ale nam wciąż tutaj nie po drodze i Titus Canyon Drive nadal pozostaje w planach.

 

Co zobaczyć, jeśli jesteśmy w Dolinie Śmierci tylko jeden dzień?

Często się zdarza, że dolina zwiedzana jest przejazdem i nie ma mowy o tym, aby zobaczyć wszystkie jej atrakcje. My byliśmy w Dolinie Śmierci 3 razy, nocowaliśmy na jej terenie, ale i tak nie udało nam jeszcze wszystkiego zobaczyć. Jak zaplanować sensowny, jednodniowy pobyt?

Dolina Śmierci -najważniejsze punkty w kolejności zwiedzania:

Dantes View

Twenty Mule Team Canyon

Zabirskie Point

Golden Canyon

Artists Drive

Bad Water

Devils Cornfield

Mesquite Flat Sand Dunes

opcjonalnie powrót na Zabirskie Point na zachód słońca




10 komentarzy

    1. Bardzo dziękuję! Jest mi niezwykle miło, gdy czytam taki pozytywny komentarz. Niektóre zdjęcia nie są za szczególne, bo nam się coś balans bieli chyba przestawił, ale zawsze to pamiątki. 🙂

    1. Wielkie dzięki za takie miłe słowa! 🙂 Mnie też ogarnęła nostalgia przy przeglądaniu zdjęć, też wróciło mnóstwo fantastycznych wspomnień. I już kombinuję, jak tu zakombinować Death Valley do któregoś z najbliższych wyjazdów. 🙂 Pozdrawiam serdecznie! 🙂

  1. Dorota….powiem tak, ilekroć czytam Twoje teksty zastanawiam się czy byłam na tych szlakach , które opisujesz i jest mi milo stwierdzić, ze znamy wspólnie niektóre części USA, ale najbardziej mnie zawsze intryguje czy opiszesz wszystko z detalami i kurcze ,za każdym razem nie mogę się ‚czepnąć’ hahahahah …bo robisz to naprawdę profesjonalnie..hm hm Myślę, ze z czasem będziesz miała materiał na przewodnik internetowy, bądź materiał na wydanie?opublikowanie( z krwi i kości )prawdziwego przewodnika o USA…..

    1. Bardzo dziękuję, to dla mnie naprawdę bardzo miłe słowa, bo w końcu mówiąc jak belfer z belfrem, trzeba przyznać jak się człowiek czasem nie czepi to ma dzień stracony. 😉 A tu takie wyróżnienie! Oczywiście wszelkie uwagi są zawsze mile widziane.
      Powoli zbiera mi się trochę tych opisów, może kiedyś będzie z tego coś większego. Teraz marzy mi się, by wziąć się za miejsca nieoczywiste i mało znane, albo w ogóle nie znane. Ale najpierw uporam się z najważniejszymi parkami, bo tego ludzie na pewno najbardziej potrzebują. 🙂

  2. Znakomity opis Doliny Śmierci. Najlepszy jaki udało mi się kiedykolwiek przeczytać a niektóre zdjęcia są jak namalowane obrazy. Wielkie brawa! Mnie do Doliny Śmierci zaciągnęły przede wszystkim Gwiezdne Wojny, więc Dantes View był u mnie obowiązkowym punktem programu. Poza tym wschody słońca są tam naprawdę niesamowite. Nie myślałem, że dostaczą aż tak niesamowitych wrażeń. Na prawdę warto zanocować w Dolnie Śmierci, żeby to zobaczyć. Dziwię się tym, którzy zwiedzają ją przejazdem. Wiele tracą.

    1. Bardzo dziękuję! 🙂 Bardzo lubię Death Valley i dobrze się pisało. 🙂 Też uważam, że dolina warta jest noclegu, a wschód słońca, jaki tu widziałam bił na głowę inne, łącznie ze wschodem słońca nad Grand Canyonem. Myślę, że jeszcze wrócę do Doliny Śmierci, chociaż na razie mi nie po drodze. 🙂

  3. Byłem w ostatnich dniach kwietnia 2018. Nocowaliśmy w namiocie w Furnace Creek. Za grosze (6 osób, namiot, samochód za 20 dolarów za dobę). W cenie urzekający basen całodobowy. Rano wyszedłem z namiotu i zanim wszyscy powstawali pobiegłem sobie do Zabriskie Point (8,5 km w jedną stronę) oczywiście ciągle w górę. CHOLERNIE WARTO. Potem tyle samo powrotu, jednak już z górki – a widoki NIESAMOWITE

    1. Wow! 8,5 km w jedną stronę to razem 17 km, niezły wyczyn. Tym bardziej, że w drodze powrotnej pewnie było już ciepło. My się na świt na Zabirskie Point komfortowo zawieźli. 😉 Wiało tylko niemiłosiernie i było dosyć zimno. A świt w tym miejscu to jedna z najpiękniejszych rzeczy jakie widziałam w życiu. Szkoda, że tak mało ludzi decyduje się na nocleg w Dolinie Śmierci i omija to wyjątkowe zjawisko. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *