Mesa Verde, tajemnicze budowle pod klifami

Mesa Verde to jeden z najbardziej magicznych parków w USA. Wciąż kryje wiele tajemnic, nierozwiązanych zagadek, nierozszyfrowanych petroglifów  i niezwykłych budowli, których przeznaczenie wciąż nie do końca jest nam znane. Teren dzisiejszego parku był domem ludu Anasazi, który w XIII wieku nagle zniknął bez wieści. Pozostawia to szerokie pole do najdziwniejszych spekulacji, z porwaniem przez kosmitów włącznie. 🙂 Park Mesa Verde znalazł się już w planie mojej pierwszej podróży do USA, obok innych ikon Dzikiego Zachodu. Dostarczył nam więcej emocji i przeżyć niż się spodziewaliśmy.

Ze względu na swój unikatowy charakter park Mesa Verde jest  wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Objęto tu ochroną budowle klifowe i liczne stanowiska archeologiczne. To najrozleglejszy archeologiczny obszar chroniony w USA, zawierający też największe i najlepiej zachowane budowle klifowe w całych Stanach. Sama nazwa Mesa Verde wywodzi się z języka hiszpańskiego i w tłumaczeniu oznacza zielony stół. Jest to zapewne nawiązanie do zielonych równin otaczających ten park.

 

mesa verde

 

Kilka słów o historii Mesa Verde

Na terenie dzisiejszego Mesa Verde ludzie żyli już 7500 lat przed naszą erą, ale zamieszkiwali tu okresowo. Na stałe osiedli tu około 500 roku Indianie kultury Basketmaker czyli Wyplataczy koszy. W Chaplin Mesa Museum możecie zobaczyć, jakie cuda wtedy robiono. Kosze są śliczne, mają wyplatane wzorki i piękne regularne kształty. Kosze służyły Indianom za naczynia, gdyż nie znano wtedy ceramiki. Indianie Basketmaker mieszkali w tzw. pit houses, domkach częściowo wykopanych w ziemi. Pit house miał prostokątny lub owalny kształt, był pokryty dachem z patyków i gałęzi uszczelniony gliną. Do niektórych domków wchodziło się dziurą w dachu, inne miały wejścia przeważnie w południowej ścianie. Pit houses nie były jednak specjalnie trwałe, po kilku latach rozpadały się i trzeba było budować nowe schronienie. Mieszkańcy tych okolic często zmieniali miejsca zamieszkania.

Około 600 roku Indianie zaczęli używać już glinianych naczyń i mniej więcej wtedy przestawili się na zupełnie osiadły tryb życia. Zapewne nie chciało im się już tarabanić z tymi ciężkimi glinianym naczyniami. Nie dawało się już ich łatwo wziąć pod pachę jak koszyk i ruszyć w drogę. I tak Wyplatacze koszy stali się Indianami Pueblo, czyli wieśniakami. Indianie Pueblo zaczęli budować już domy na powierzchni ziemi. Budynki konstruowane z kamienia miały prostokątne ściany i płaskie dachy. Domki stawiano rzędem jeden przy drugim. Przed domkami wciąż budowano pit houses, ale nie służyły one już celom mieszkaniowym, tylko ceremonialnym. Używano ich również jako spiżarni do przechowywania zbiorów.

Około 1150 roku Indianie Pueblo opuszczają płaskowyż, gdzie uprawiali ziemię i przenoszą się do alkow w klifach. I tu zaczynają budować swoje słynne i piękne budowle klifowe. Budynki mają nawet po kilka pięter i stawiane są z kamienia. Przeciętna rodzina żyła w domostwie składającym się z jednego do pięciu pomieszczeń. Każde mieszkanie miało swoją kivę. Kiva to okrągła izba znajdująca się pod ziemią, wyewoluowała z dawnego pit house’a. Służyła rodzinom za miejsce do ceremonii i za salon, w którym zbierali się członkowie familii. Największymi i najwspanialszymi osadami są Cliff House i Long House. Indianie wciąż uprawiali ziemię na płaskowyżu, mieli w związku z tym do pracy pod górę i do tego stromą.

Indianie Anasazi, tak nazwali ich Indianie Navajo, co w ich języku znaczy Ci, co wychodzą z kanionu, mieszkali tutaj do około 1300 roku. Po czym zniknęli pozostawiając na stołach naczynia z jedzeniem, a w pomieszczeniach ubrania, koce, przedmioty codziennego użytku. Zniknęli niczego nie zabierając? Odeszli nie pakując się na drogę? Badacze przypuszczają, że przegoniła ich stąd susza. My jednak skłaniamy się do najbardziej prawdopodobnego wyjaśnienia, po prostu porwali ich kosmici. 😉

Indianie Anasazi przez wieki tkwili w zapomnieniu aż do 1888 roku, kiedy to rancher Richard Wetherill wraz ze szwagrem Charliem Masonem natknęli się na Cliff Palace w poszukiwaniu zaginionego stada. Po raz kolejny potwierdza się, że wszelkie akcje ze szwagrem kończą się chwałą i sukcesem. 🙂 Cliff Palace stał się celem wycieczek okolicznych mieszkańców, którzy powoli ograbiali go z najcenniejszych artefaktów. Okolica ta została objęta ochroną dopiero w 1906 r., gdy utworzono tu park narodowy. Część artefaktów udało się odzyskać i znalazły swoje miejsce w muzeach, wiele cennych znalezisk przepadło jednak bezpowrotnie.

 

Kiedy najlepiej wybrać się do Mesa Verde?

Park jest otwarty przez cały rok, ale ponieważ znajduje się dosyć wysoko (do 2600 mnpm) zimą spada tu dużo śniegu i drogi czasem bywają nieprzejezdne. Droga do Wetherill Mesa otwierana jest późną wiosną i zamykana pod koniec października, co jest kolejnym ograniczeniem.  W tym okresie nie ma też wycieczek z przewodnikiem, które są największą atrakcją parku. Zamknięty jest też jedyny tu hotel, pole namiotowe i punkty gastronomiczne.

 Najlepsza zatem pora na jego zwiedzanie parku to okres między majem a październikiem. Jeśli możecie, to warto unikać okresu wakacyjnego, bo Mesa Verde bardzo lubią rodziny z dziećmi i w wakacje panuje tu tłok. Latem zdarzają się też bardzo upalne dni, a w czasie wycieczki do ruin zwykle musimy trochę postać na pełnym słońcu.

 

mesa verde

 

Gdzie się zatrzymać?

Jedynym hotelem na terenie parku jest Far View Lodge. I rzeczywiście, widok z pokoi hotelowych jest wspaniały. Ponoć, jak się dobrze przyjrzeć, to widać stąd cztery stany naraz, jako że jesteśmy przecież w rejonie Four Corners. Ja czterech stanów nie widziałam, ale za to z balkonu mogliśmy pod wieczór podziwiać zastępy najróżniejszej zwierzyny. Sarny, jelenie, mulaki niespiesznie przechadzały się wokół hotelu. Do atrakcji Mesa Verde będziemy mieć stąd najwyżej kilkanaście minut jazdy samochodem. Nie jest to jakiś szczególnie wykwintny hotel, w pokojach nie ma telewizorów, co może być rozczarowujące dla dzieci. Poza tym znajdziemy tu wszystko, co trzeba, łazienkę, lodówkę, a nawet wifi. Jak na mieszkanie w sercu parku ceny nie są niebotyczne, ale nie jest też tanio.

Jedynym kempingiem w parku jest Morefield Campground i można go nazwać kempingiem luksusowym. Każde miejsce namiotowe i RV ma swój stół piknikowy i grilla. Każde jest też pięknie położone wśród drzew i zieleni. Miejsca są od siebie w znacznej odległości, co rzadko się zdarza na parkowych kempingach. Do dyspozycji gości są prysznice i dobrze zaopatrzony sklep. Morefield Campground znajduje się zaraz za wjazdem do parku, do atrakcji Mesa Verde będziemy mieć stąd ok. 30 minut jazdy.

Hotel i kemping zarezerwujesz tutaj:

https://www.visitmesaverde.com/lodging-camping/far-view-lodge/

Najbliższym miastem jest Cortez. Znajdziecie tu dużo moteli do wyboru. Cortez jest dobrą opcją, ale należy pamiętać, że będziemy mieć stąd godzinę jazdy do parkowych atrakcji.

 

mesa verde

 

Zwiedzamy Mesa Verde

Jeśli chcemy zwiedzić cały park, to mamy do przejechania dwie drogi, każda prowadzi na inny płaskowyż, droga w prawo do Wetheril Mesa, droga w lewo do Chaplin Mesa. Przy obu drogach znajdują się indiańskie ruiny i na końcu każdej z nich można udać się na wycieczkę do budowli klifowych ze strażnikiem parkowym. Na Wetheril Mesa zwiedzimy Long House, na Chaplin Mesa mamy do wyboru Cliff Palace i Balcony House.

Czy warto wykupywać wycieczkę do indiańskich ruin?

Jeśli nie byłeś na takiej wycieczce, to w zasadzie nie zwiedziłeś Mesa Verde. To, co możemy zobaczyć sami, to tylko namiastka tego, co oferuje nam ten park. Ja generalnie nie gustuję w niczym zbiorowym, a na dźwięk „wycieczka z przewodnikiem” dostaję gęsiej skórki, ale ta w Mesa Verde była jedną z najfajniejszych, na jakich byłam. Parkowi rangerzy są przesympatyczni, dowcipni, ich opowieści ciekawe i przekazywane z taką emfazą, jakby wygłaszali je pierwszy raz, a nie setny.

Wycieczki w Mesa Verde mają ściśle określony limit uczestników. Nie są może kameralne, ale nie ma też nieprzyzwoitych tłumów nie pozwalających na fajne zwiedzanie.

Wycieczka ze strażnikiem pozwoli nam na zobaczenie z bliska najwspanialszych ruin. Dzięki niej poznamy historię Indian Anasazi, pochodzimy po starodawnych osadach, dosłownie dotkniemy historii.

 

mesa verde

 

Jak wykupić wycieczkę?

Nie jest to niestety wcale takie proste. W czasie dwóch naszych pierwszych wizyt udaliśmy się do Visitor Center i wykupiliśmy wycieczkę na najbliższą godzinę. Za trzecim również chcieliśmy zrealizować ten scenariusz i klapa, wszystkie wycieczki na ten dzień były już wykupione. Ogromnie rozczarowani opuściliśmy Mesa Verde wiedząc, że zwiedzanie bez wycieczki nie ma najmniejszego sensu.

W następnym roku postanowiliśmy lepiej się przygotować. Zrobiliśmy dokładne badanie, jak z sukcesem kupić bilety na wycieczkę. Nie można ich niestety wykupić przez internet, osobiste stawiennictwo jest niezbędne. Dlatego też musimy być pod drzwiami Visitor Center tuż po jego otwarciu. Bilety sprzedawane są w Verde National Park and Research Center jeszcze przed wjazdem do parku i w Chaplin Mesa Archeological Museum praktycznie na końcu parku.

Oczywiście wybieramy Visitor Center przed parkiem, bo do tego drugiego będziemy jechać prawie godzinę, a nie ma sensu spieszyć się, jadąc przez park. Często jest tak, że w Archeological Museum nie ma już biletów, bo w tym czasie, w którym jechaliśmy, ci na wjeździe już wszystkie wykupili. A że pierwszy punkt jest otwarty od 7:30 lub 8:00 (w zależności od pory roku), a ten drugi dopiero od 9:00, kupując w pierwszym znacznie zwiększamy swoje szanse.

Wycieczkę można wykupić też w Durango Welcome Center (802 Main Street), czynne od 9:00, jeśli ktoś będzie jechał od tej strony, to bardzo dobry pomysł.

Bilety można kupić w wyżej wymienionych punktach również dzień wcześniej, jeśli ktoś będzie w tych okolicach i będzie miał po drodze, to bardzo dobra i w zasadzie pewna opcja.

Bilety są tanie, kosztują 5$ od osoby, w porównaniu z Antelope Canyon dostajemy fantastyczną wycieczkę prawie za darmo.

 

mesa verde

 

Którą wycieczkę wybrać?

Do wyboru mamy trzy wycieczki: do Cliff Palace, do Balcony House i do Long House.

Cliff Palace

Cliff Palace to największa osada w parku i zarazem największa w USA.  Wycieczki organizowane są od końca maja do połowy września. Do przejścia mamy tu jedynie 400 metrów,  do ruin schodzimy po schodkach, a z powrotem na górę wchodzimy jak Indianie, pięcioma drabinami przymocowanymi do klifu. Drabiny wyglądają strasznie, ale to jest moje subiektywne odczucie, ponieważ drabin boję się niczym Buki, Obcego i Obrony Terytorialnej razem wziętych. Niemniej przed drabinami widziałam też płaczące ze strachu amerykańskie dzieci. Najwyraźniej jednak mniej bały się drabin niż tatusia, bo po jego gromkim „Up!”, pokonały je niczym Navy Seals.

Mimo wszystko Cliff Palace jest najmniej wymagającą wycieczką z trzech oferowanych, tak pod względem fizycznym, jak i emocjonalnym.

Balcony House

Balcony House to wycieczka dla miłośników drabin i przeciskania się wąskimi tunelami. Drabin do pokonania jest kilka, w tym jedna 10-metrowa przymocowana do klifu, a tunel ledwo pomieści człowieka na czworakach. Ponieważ mam drabinofobię i klaustrofobię, nie poszłabym na tę wycieczkę nawet wtedy, gdyby każdy jej uczestnik miał dostać na koniec Świętego Graala.

Natomiast moi znajomi, wolni od wszelkich fobii, poszli z dziećmi na Balcony House Tour i dzieci wróciły zachwycone wielką przygodą i w czasie wycieczki do Cliff House już lekko się nudziły. Przy Balcony House Cliff Palace rzeczywiście jawi się jako wycieczka dla emerytów.

Przy wykupywaniu wycieczki rangerzy podsuwają zdjęcia z Balcony House Tour, by kupujący wiedział, co go czeka i ewentualnie zmienił zdanie. Możemy poprosić o te zdjęcia, obejrzeć i świadomie podjąć decyzję.

Balcony House ma tylko 40 pomieszczeń, przy Cliff Palace można go nazwać skromną czynszówką. Można go zwiedzać od późnego kwietnia do wczesnego października.

Long House

Dwie poprzednie osady znajdowały się na Chaplin Mesa, czyli bliżej głównych atrakcji Mesa Verde, Long House umiejscowiony jest na Wetheril Mesa. Do ruin musimy przejść 3,6 km w obie strony, dlatego wycieczka trwa 2 godziny, zamiast 1 godziny, jak w przypadku poprzednich ruin. Tu też musimy zmierzyć się z drabinami, ale tylko dwoma i niezbyt długimi. Long House możemy zwiedzać od połowy maja do połowy października.

Na którą wycieczkę się zdecydować? Odpuściłabym raczej Long House, Cliff House jest moim zdaniem ładniejszy, a nie wymaga spaceru po płaskowyżu, na którym latem jest patelnia. Balcony House jest dla ludzi o mocnych nerwach, ale i dla tych gotowych na przygodę. Wycieczki są raczej krótkie, można spróbować wybrać się i do Balcony House i Cliff Palace. Jeśli decydujecie się na jedną wycieczkę, polecam Cliff House.

 

mesa verde

 

Na którą godzinę najlepiej wykupić wycieczkę?

Bez względu na to, którą wycieczkę wybierzemy musimy być świadomi, że od wjazdu do parku droga na miejsce zbiórki zajmie nam około godziny. Będziemy piąć się powoli na płaskowyż wąską i stromą drogą.

Mamy dwie możliwości, albo pojechać najpierw na wycieczkę, a potem zwiedzić park, albo odwrotnie, najpierw zwiedzić park, a wycieczkę potraktować jako podsumowanie zwiedzania. Ta druga opcja jest znacznie lepsza. Po pierwsze w czasie zwiedzania dużo dowiemy się o Mesa Verde i więcej wyniesiemy z wycieczki, a po drugie im bliżej popołudnia tym lepiej oświetlone będą budowle na klifie. Do późnego popołudnia częściowo są w słońcu, częściowo w cieniu, co bardzo nie sprzyja dobrym zdjęciom. Jeśli nie zależy nam specjalnie na zdjęciach możemy wybrać się na wycieczkę z samego rana, wtedy ruiny są w cieniu, a my zwiedzimy budowle w chłodzie poranka.

Wyjątkiem od powyższego jest Balcony House, który najlepiej oświetlony jest do południa.

My kupujemy zwykle wycieczkę na 15-16-stą, chociaż dobremu oświetleniu sprzyja raczej późniejsza pora, ale jest to kompromisowa godzina, światło już jest w miarę dobre i o tej porze mamy już zwiedzony cały park.

 

mesa verde

 

Wyruszamy na zwiedzanie parku

Naszym pierwszym przystankiem będzie oczywiście Mesa Verde National Park and Research Center, które znajduje się tuż przed wjazdem do parku, gdzie zakupimy bilet na wycieczkę.

Teraz wjeżdżamy na parkową drogę i przejeżdżamy przez tunel. Zaraz za tunelem mamy pierwszy punkt widokowy Montezuma Valley Overlook, skąd możemy podziwiać bezkresną dolinę. Dalej z Park Point Overlook oprócz doliny  zobaczymy jeszcze zielony płaskowyż. Z Geological  Overlook widać już pierwsze budowle klifowe. Wyżej wymienione punkty nie są szczególnie porywające i jeśli mamy mało czasu, możemy je sobie darować.

Teraz dojeżdżamy do skrzyżowania, w prawo pojedziemy na Wetheril Mesa, prosto na Chaplin Mesa. Jeśli wykupiliśmy wycieczkę do Cliff Palace lub/i Balcony House, pojedźmy najpierw na Wetheril Mesa. Jeśli wykupiliśmy wejście do Long House, odwrotnie, przy założeniu oczywiście, że wycieczkę zaplanowaliśmy na koniec zwiedzania.

 

mesa verde

 

Wetheril Mesa

Przejazd na Wetheril Mesa to 19 km w jedną stronę, zajmie nam to około 40 minut, by dojechać do Wetheril Mesa Loop, gdzie czekają na nas najważniejsze atrakcje. Na drogę nie mogą wjeżdżać samochody dłuższe niż 8 metrów. Po dotarciu do Wetheril Mesa Loop zostawiamy nasz samochód na wielkim parkingu przy Ranger Station. Dalej możemy poruszać się już tylko na piechotę lub rowerem, który okresowo jest dostępny do pożyczenia na Wetherill Mesa. Kiedyś jeździło po Wetherill Mesa coś na kształt małego tramwaju, który miał przystanki przy największych atrakcjach. Niestety w 2015 roku park zrezygnował z tego udogodnienia.

Naprzeciwko Ranger Station znajduje się punkt widokowy i szlak do Step House, jedynej klifowej osady w parku, do której możemy udać się sami, bez przewodnika. Szlak to tylko 1,2 km w obie strony, ale jest tu bardzo stromo. Na dole czeka na nas ranger pilnujący interesu, gotowy, by odpowiedzieć na nasze pytania. Wycieczka do Step House zajmie nam około 45 minut. Jeśli wykupiliśmy jakąś wycieczkę, możemy zrezygnować z odwiedzenia Step House, który w porównaniu z innymi osadami jest raczej malutki. Jeśli nie, to jedyna nasza możliwość, by zobaczyć jakąś osadę z bliska.

Poruszając się parkową ścieżką jako pierwszy na naszej drodze będzie szlak do punktu widokowego na Nordenskiold Site No. 16. Pod tajemniczą nazwą kryją się ruiny indiańskiej osady, nazwane tak na cześć szwedzkiego badacza i naukowca Gustafa Nordenskiolda. Nordenskiold jako pierwszy prowadził badania i wykopaliska w Mesa Verde. Do Kolorado trafił będąc w podróży dookoła świata, którą przerwał, zamieszkał u ranchera Wetherilla i w całości poświęcił się odkrywaniu tajemnic Mesa Verde. Przy okazji sporą część znalezisk pakował i wysyłał koleją do Europy (większość z nich znajduje się obecnie w Muzeum Narodowym Finlandii). W końcu za tę rabunkową działalność został aresztowany, ale ponieważ nie było odpowiedniego prawodawstwa gwarantującego ochronę miejsc o szczególnym znaczeniu archeologicznym i historycznym, ostatecznie uniknął kary. Dzisiaj dostałby kilka lat więzienia i ze 200 tysięcy dolarów grzywny.

Samych ruin nie możemy zwiedzać, 3 kilometrowy szlak (w obie strony) doprowadzi nas jedynie do punktu widokowego.

Na naszej drodze znajdzie się teraz Badger House Comunity. To zespół czterech indiańskich budowli połączonych spacerową ścieżką. W skład Badger Comunity wchodzą budowle z różnych okresów od najstarszych z 650 roku do najmłodszych z 1300 roku, tuż przed zniknięciem Anasazi. Każda ruinka jest zadaszona i znajduje się w jakby namiociku, co niestety znacznie pozbawia je uroku. Spacer przez Badger House Comunity to 3,6 – kilometrowa pętelka, jeśli mamy mało czasu możemy go sobie darować, Podobnie jak spacer do Nordenskiold Site No. 16. Oba szlaki cechuje całkowity brak cienia, latem bardzo się to daje we znaki.

Dalej na naszej trasie znajduje się punkt widokowy na Long House. Wycieczka z przewodnikiem do Long House startuje z punktu informacyjnego przy parkingu, zwanego również Ranger Station.

Ostatnia atrakcja przy parkowej ścieżce to punkt widokowy na Kodak House, kolejną klifową osadę, której nazwa związana jest z Gustafem Nordenskioldem. Pochodzi ona od aparatu marki Kodak, który Gustaf przechowywał z nieznanych mi bliżej powodów, w jednym z pomieszczeń osady. Kodak House oprócz zwyczajowych zabudowań ma interesującą wielokondygnacyjną kwadratową wieżę. Z punktu widokowego trudno zrobić jednak dobre zdjęcie, bo ruiny są prawie przez cały dzień w półcieniu.

Żegnamy Wetherill Mesa, wracamy do skrzyżowania i kierujemy się na Chaplin Mesa.

 

mesa verde

 

Chaplin Mesa

Pierwszym naszym stopem będą Far View Sites. To kilka mini wiosek z zabudowaniami na powierzchni ziemi, położonych kilkadziesiąt metrów od siebie. Najbardziej interesujące z nich to Far View House, Pipe Shrine House i Coyote Village.

Tuż przed końcowymi pętelkami, czyli Mesa Top Loop i Cliff Palace Loop, znajduje się boczna droga w lewo do Cedar Tree Tower. Zaprowadzi nas ona do kamiennej okrągłej wieży służącej zapewne za spichlerz, chociaż równie dobrze mogła być to wieża wartownicza do wypatrywania działań wrogich plemion.

Teraz docieramy do Chaplin Mesa Archeological Museum. Jak zapewne wiecie nie wszystkie ekspozycje w parkowych Visitor Center są porywająco interesujące, ale ta naprawdę warta jest zobaczenia. Dowiemy się z niej praktycznie wszystkiego o życiu Indian zamieszkujących niegdyś Mesa Verde.

Przy muzeum znajduje się punkt widokowy na Spruce Tree House. To jedna z najpiękniejszych i najlepiej zachowanych osad klifowych w USA. Kiedyś można było wykupić do niej wycieczkę, dzisiaj zostaje nam tylko podziwianie osady z oddali. Dostęp do Spruce Tree House został zamknięty z powodu niestabilności klifu, na którym został on zbudowany. Klif zaczął pękać, posypało się z niego kilka kamieni, dopóki nie zostanie ustabilizowany, wycieczek nie będzie.

 

mesa verde

 

mesa verde

 

mesa verde
Square Tower House

 

Sprzed muzeum możemy wyruszyć na Petroglyph Point Trail. 4 kilometrowy szlak zaprowadzi nas do dosyć sporego panelu. Panel jest ciekawy, ale nie aż tak ciekawy, by iść do niego 4 kilometry. Chyba że będziecie wiosną w czasie kwitnienia kaktusów, to już co innego, wtedy warto wybrać się na ten pustynny szlak chociażby dla nich.

Teraz mamy do wyboru Mesa Top Loop i Cliff Palace Loop. Jeśli wykupiliśmy wycieczkę do Cliff Palace to Cliff Palace Loop proponuję zrobić jako ostatni. Wjeżdżamy zatem na Mesa Top Loop. Pierwszy wart uwagi punkt to Square Tower House, osada z niesamowitą kwadratową, wielopiętrową wieżą. Kiedyś okazjonalnie park organizował zwiedzanie Square Tower House. Teraz niestety zostaje nam tylko punkt widokowy, niemniej jest to miejsce, które koniecznie trzeba zobaczyć.

Teraz dojeżdżamy do punktu oznaczonego jako Pithouses and Villages. Znajdziemy tu kilka naziemnych zabudowań, część z nich pod zadaszeniem.

Nasz następny punkt to Sun Temple. Ta budowla w kształcie litery D służyła zapewne do celów ceremonialnych, gdyż nie znaleziono tu żadnych przedmiotów codziennego użytku, tak powszechnie obecnych w innych zabudowaniach. Miłośnicy geometrii podkreślają, że usytuowanie poszczególnych pomieszczeń w świątyni przedstawia kolejne figury geometryczne, począwszy od skromnych kwadratów, poprzez trójkąty prostokątne, równoboczne, aż do złotego prostokąta i trójkątów pitagorejskich. W Mesa Verde dowiedziałam się, co to są trójkąty pitagorejskie. Prawdą jest zatem, że podróże kształcą, nawet z geometrii. 🙂

Z Sun Temple mamy najpiękniejszy widok na Cliff Palce, widać go tu w całej okazałości i z tego miejsca robi największe wrażenie.

Opuszczamy Mesa Top Loop i udajemy się na Cliff Palace Loop, skąd wyruszają wycieczki do Balcony House i Cliff Palace. Możemy ewentualnie przejść się do Soda Canyon Overlook (szlak 2 km w obie strony) skąd będziemy mieć widok nie tylko na Soda Canyon, ale i znakomitą panoramę Balcony House.

Teraz wyruszamy na nasze wykupione z rana wycieczki. Tym, co idą do Balcony House, życzę dużo zimnej krwi, a tych, co idą do Cliff Palace, zabieram ze sobą.

 

 

Cliff Palace z Sun Temple Point

 

Wycieczka do Cliff Palace

Miejsce zbiórki to mały tarasik widokowy tuż przy metalowych schodach, którymi zejdziemy w dół do Cliff Palace. Tarasik to całkowita patelnia, w upalne dni trudno tu wytrzymać, dlatego niektórzy kryją się po okolicznych krzakach. Jeśli zależy nam na dobrych zdjęciach, z wielkim poświęceniem zajmujemy strategiczne miejsce przy samych schodkach. Jeśli na zdjęciach specjalnie nam nie zależy, też możemy poszukać schronienia w cieniu.

Zajmując miejsce przy schodkach jako pierwsi ruszymy za rangerem do kanionu i zajmiemy najlepszą pozycję obserwacyjną w czasie, gdy strażnik będzie opowiadał nam o Cliff Palace. Wycieczki do Cliff Palace wyruszają co pół godziny, by zapewnić komfort zwiedzania i chronić zabytek. Następna wycieczka wchodzi do ruin dopiero wtedy, gdy opuści go poprzednia. Miła odmiana po Antelope Canyon, prawda? 😉 Ranger zatrzyma nas tuż przed wejściem do Cliff Palace, poprosi, byśmy usiedli. W oczekiwaniu, aż poprzednia wycieczka wyjdzie, opowie nam o tym miejscu. Jako że szliśmy w miarę z przodu zajmujemy miejsca w skalnej niszy w cieniu z najwspanialszym widokiem na Cliff Palace. Jest to nagroda za stanie przy schodkach w pełnym słońcu.  Teraz czekamy, aż zniknie poprzedzająca nas wycieczka. Gdy to się stanie, mamy kilkadziesiąt sekund na sfotografowanie zupełnie bezludnego Cliff Palace ze znakomitego miejsca. Ta możliwość szybko się kończy, bo teraz my ruszamy na zwiedzanie Cliff Palace.

 

mesa verde

 

mesa verde
Cliff Palace

 

Najważniejszych informacji ranger udzielił nam w czasie postoju, dowiedzieliśmy się, że Cliff Palace to największa osada klifowa w USA. Zamieszkiwało ją około 250 osób, mieszkańcy mieli do dyspozycji 217 pomieszczeń i 23 kivy. Rangerzy są w Mesa Verde naprawdę bardzo zaangażowani w swoją pracę. Trzy razy byłam na wycieczce w Cliff Palace i za każdym razem trafił nam się fantastyczny przewodnik. W czasie zwiedzania możemy przejść się po osadzie, zajrzeć do poszczególnych pomieszczeń, wejść do kivy. Ranger opowiada o życiu codziennym mieszkańców i o ich tajemniczym zniknięciu sugerując, że zapewne udali się do Nowego Meksyku. Dopuszcza też inne możliwości. O porwaniu przez kosmitów jednak nie wspomina. 🙂

Teraz szykuje nam się kolejna fantastyczna okazja do zdjęć, opuszczamy awangardę wycieczki i zaczynamy snuć się na końcu. Będąc na końcu grupy, po odwróceniu się, mamy przed sobą cały pusty Cliff Palace, bo następna wycieczka czeka, aż nasz tour zniknie. To kolejny najlepszy czas na zdjęcia, zanim nas pogonią w kierunku drabin.

No tak, drabiny. Zeszliśmy po schodkach, na górę dostaniemy się jedynie po drabinach. Musimy wejść na górę po 30-metrowym pionowym klifie. Drabin jest pięć, każda ma od 2,5 do 3 metrów. I bardzo dobrze, że jest pięć, bo krótsze łatwiej pokonać. Poza tym drabiny umieszczone są w takiej jakby rynience ciągnącej się wzdłuż klifu. Między drabinami są miejsca, gdzie można przystanąć i nabrać odwagi przed następną drabiną. Nie wyobrażam sobie natomiast wspinaczki 10-metrową drabiną przymocowaną do litego klifu w Balcony House. Na szczęście tu nie mamy tego problemu. Ogólnie można powiedzieć, że wspinaczka po drabinach wygląda na gorszą  niż jest w rzeczywistości. Za pierwszym razem byłam totalnie sparaliżowana strachem, za trzecim weszłam bez żadnego problemu. Po drabinach wejdą też spokojnie małe dzieci, warto tylko puścić je przodem i z tyłu asekurować.

 

 

mesa verde

 

mesa verde
Spacer po Cliff Palace
mesa verde
Wejście do Kivy

 

mesa verde
Wejście po drabinach na górę

 

Kilka słów podsumowania

Mesa Verde to jeden z moich ulubionych parków narodowych. Jest też bardzo lubiany przez dzieci. Tu mogą liczyć na wielką przygodę, a nie jedynie na widoczki, które zachwycają rodziców. Jeśli chcecie zafundować dzieciakom jakąś odmianę na trasie Waszej wyprawy, to Mesa Verde jest do tego miejscem idealnym. Poza tym dzieci bardzo dużo się tu nauczą. Skonfrontowanie ich z miejscem innym niż wszystkie zaowocuje fantastycznymi przemyśleniami, teoriami i obudzi wyobraźnię. Testowane na moich własnych dzieciach. 🙂

Do Mesa Verde warto zabrać dobrą lornetkę, a „poszukiwanie” przez nią ruin pod klifami to wielka frajda dla dzieci. Czują się jak prawdziwi odkrywcy. Moje dzieci poszukiwały ruin poprzez zoom w kamerze i wtedy wpadliśmy na tę lornetkę. 🙂 Weźmy ze sobą też coś od wiatru, na punktach widokowych przy wjeździe na płaskowyż przeraźliwie wieje.

Ruiny Mesa Verde są bardzo trudne do fotografowania. Będzie nam potrzebny obiektyw z dobrym zoomem do fotografowania ruin z oddali. Obiektyw szerokokątny przyda się do fotografowania z bliska, np. w czasie wycieczki. Filtr ND posłuży nam do walki z cieniami. Do zrobienia pamiątkowych zdjęć oczywiście wystarczy nam telefon. Ja w czasie ostatniej wycieczki do Cliff Palace zrobiłam bardzo fajne zdjęcia właśnie telefonem.

Jeśli nie możemy poświęcić na Mesa Verde całego dnia, to wybierzmy zwiedzanie Chaplin Mesa, ale koniecznie wykupmy wycieczkę. Bez niej wizyta w Mesa Verde nie ma sensu.

 




4 komentarze

    1. Zarówno ten, jak i wszystkie pozostałe. 😀 W najbliższym czasie ruszymy chyba na północ w kierunku Montany, ale pewnie jeszcze wcześniej zabiorę się za Sekwoje. 🙂 To obowiązkowy punkt wycieczek po Zachodzie, zapewne każdemu się przyda. 🙂

    1. Bardzo dziękuję, bardzo się cieszę, że wpis był pomocny. Mam wrażenie, że Mesa Verde często jest pomijane w naszych podróżnych planach, nigdy nie spotkałam tam żadnych Polaków. Bardzo polecam to miejsce, zupełnie inne niż wszystkie. Życzę wspaniałej kolejnej wyprawy i proszę pozdrowić ode mnie Mesa Verde. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *