Szlak do Union Falls, Yellowstone

Chociaż trudno w to uwierzyć, to są takie miejsca w Yellowstone, gdzie przez 12 godzin można nie spotkać żywej duszy. Jedno z nich jest szlak do Union Falls. Przez cały dzień można wędrować w najcudowniejszych okolicznościach przyrody, a na końcu szlaku dotrzeć do jednego z najpiękniejszych wodospadów, jakie widziałam w życiu, a kto wie, może i do najpiękniejszego.

Zdjęcia Union Falls wpadły mi w oko w czasie planowania kolejnej wizyty w Yellowstone. Ale cudo, pomyślałam i zaczęłam intensywne poszukiwania na mapie. Trochę zajęło mi to czasu, bo okazało się, że wodospad leży przy południowej granicy parku i w sumie bliżej mu do Grand Teton niż do Yellowstone. Po wnikliwej analizie, jak tu upchnąć Union Falls do tegorocznego programu, ze smutkiem musiałam stwierdzić, że się nie da. Szlak został wpisany na rok przyszły.

W następnym roku zaplanowaliśmy cały dzień na Union Falls.  Szlak ma 26 km w obie strony, trzeba pokonać 300 metrów różnicy wzniesień. Najbardziej martwiło mnie to, że trzeba też przeprawić się przez rzekę, o której czytałam, że jest rwąca, a jej stan bywa wysoki. Mam ogólną awersję do wody, pływać nie umiem, a do tego jeszcze przez tę rzekę mieliśmy się przeprawić z dzieckiem. Cóż, klamka zapadła, co będzie to będzie, idziemy!

 

Gdzie się zatrzymać?

Jako że szlak położony jest przy południowej granicy parku, najlepiej poszukać noclegu gdzieś tutaj. My nocowaliśmy w Jackson Hole, ale nie polecam, w sumie daleko, drogo, w knajpach zdzierają, jedyną atrakcją może być spotkanie Gavina Belsona. 😉

Najwygodniej byłoby zamieszkać w Headwaters Lodge & Cabins at Flagg Ranch. Nam niestety nie udało się tu zdobyć miejsca, za późno je znaleźliśmy i wszystko już było zarezerwowane.

Odwiedziliśmy jednak to miejsce, ponieważ znajduje się tutaj Stacja Informacji Turystycznej, w której co prawda nikt nic nie wie, ale o tym później.

Flagg Ranch zrobiło na nas bardzo dobre wrażenie, mają bardzo pięknie położone pole namiotowe w cieniu starych sosen. Dla tych, co nie posiadają namiotu, przygotowano drewniane proste domki kempingowe, każdy ze stołem piknikowym i paleniskiem. Jest też pole dla RV z tymi samymi udogodnieniami. Do dyspozycji są świeżo wyremontowane prysznice. Można też za luksusową cenę zamieszkać w luksusowym domku z łazienką i lodówką.

Tutaj możesz zarezerwować kemping lub domek:

http://www.gtlc.com/lodges/headwaters-lodge-at-flagg-ranch#undefined2

 

Jak przygotować się do wyruszenia w drogę?

Pierwszym podstawowym naszym zadaniem jest dowiedzieć się, jaki jest stan rzeki i czy będziemy mogli się przez nią przeprawić. O rzece czytaliśmy, że przy sprzyjających warunkach może być powyżej kolan, przy niesprzyjających do szyi lub pasa. Aby uzyskać informacje o aktualnym stanie rzeki udaliśmy się do Visitor Information przy południowym wjeździe do parku. Na nasze konkretne pytanie: „Jak wysoko jest woda w rzece na szlaku do Union Falls?” otrzymaliśmy od rangera jeszcze konkretniejsze pytanie: „A gdzie są Union Falls?”. To pytanie rozbroiło nas kompletnie. Poinformowaliśmy rangera, gdzie znajdują się Union Falls, pokazaliśmy je nawet na mapie i udaliśmy się do samochodu stwierdzając, że Visitor Information jest po to, by Visitor mógł przyjść i udzielić rangerowi Information.

Nie zostało nam nic innego, jak empirycznie sprawdzić, czy przez rzekę da się przejść, chociaż na pożegnanie ranger dodał, że ostatnio bardzo padało i nasza córka na pewno będzie mieć wodę po szyję. Informację o wysokości wody warto mieć jednak zawczasu, do rzeki są niby tylko niecałe 2 km, ale też na tym odcinku zaliczymy prawie całą różnicę wzniesień. Przyjść i zobaczyć, że nie da się przejść jest rozczarowaniem i stratą czasu.

Droga na szlak do Union Falls jest mało uczęszczana, nas minął tylko jeden samochód, warto o tym pamiętać pakując ekwipunek, trzeba zabrać dużo wody, coś do jedzenia i cieplejsze ubrania, na wypadek jakiś kłopotów z samochodem. Nie możemy tu liczyć na to, że ktoś zaraz przyjedzie i nam pomoże.

 

Jak dojechać?

Z drogi 89/191 prowadzącej przez Grand Teton do południowego wjazdu do parku Yellowstone skręcamy w drogę Ashton Flagg Ranch Road zwaną też Grassy Lake Road, jak i również Reclamation Road. Duży wybór. 🙂 Droga Ashton Flagg Rd. zamykana jest późną jesienią i otwierana późną wiosną.

 

yellowstone

 

Tą drogą musimy jechać mniej więcej 12,7 mili, pierwsze 9 mil drogi Ashton Flagg Ranch Rd. jest asfaltowe, dalej droga jest szutrowa, ale w bardzo dobrym stanie, do przejechania każdym samochodem. Droga ta łączy Wyoming z Idaho i oba stany mają interes, by utrzymywać ją w przyzwoitej kondycji. I nie dajcie się wystraszyć, gdy powiedzą Wam w jakimś Visitor Center, że to droga 4×4, a mają takie pomysły, przynajmniej do parkingu do Union Falls na pewno taka nie jest.

 

yellowstone

 

Po minięciu Grassy Lake Reservoir (duże jezioro, przejedziemy samym jego brzegiem) po 1,6 mili dojedziemy do początku szlaku. Znajduje się tu mała zatoczka na 2-3 samochody, a na początku szlaku tablica informująca, że wkraczamy do Bear Country, znaczy mamy się mieć na baczności przed niedźwiedziami.

 

yellowstone
Parkujemy tu, gdzie czerwona gwiazdka.

 

Co zabrać ze sobą na szlak?

Wędrówka wraz z powrotem zajmie Wam zapewne ok. 10 godzin, a jeśli zgubicie drogę, tak jak my, to nawet 12 godzin. Trzeba zabrać ze sobą jedzenie na cały dzień i wodę, najbezpieczniej 4 litry wody na osobę. Wody na szlaku nie brakuje, oprócz rzeczonej rzeki będziemy przekraczać różne strumyczki, ale i rzeka i strumyczki będą na początku szlaku, ponad 20 kilometrów będziemy musieli przejść z własnym zapasem.

Na szlak zabieramy sprej na niedźwiedzie. Można go kupić w każdym Visitor Center na terenie Yellowstone. My nasz zamówiliśmy przez internet jeszcze w Polsce, czekał na nas w naszym pierwszym hotelu. Sprej montujemy na pasku od spodni lub od plecaka, musi być zawsze pod ręką.

Warto zabrać ze sobą buty do wody, bo o wiele bezpieczniej przekracza się rzekę mając coś na nogach. W butach trudniej nam się będzie poślizgnąć na rzecznych kamieniach, zapobiegną też ewentualnemu skaleczeniu. Buty do wody nie są obowiązkowe, ale jeśli takie mamy, warto je zabrać na ten szlak.

Można też zabrać mały ręczniczek do wytarcia nóg po przeprawie przez rzekę, nam się bardzo przydał, szczególnie w drodze powrotnej, gdy było już bardzo zimno.

Kijki trekingowe mogą być na szlaku do Union Falls bardzo pomocne, na powrocie pomogą nam pokonać strome podejście, zapewnią nam stabilizację przy pokonywaniu rzeki. Nie są one jednak bezwzględnie konieczne, bo na brzegu rzeki leży dużo drągów, które wyglądają, jakby służyły tu od lat wędrowcom do przekraczania rzeki.

Obowiązkowo weźcie latarkę, gdyby zeszło Wam dłużej niż planowaliście, może Was czekać powrót po ciemku. A jeśli nie ma księżyca, to wierzcie mi, panują tu egipskie ciemności. Zgubienie się też wchodzi w grę, szlak jest bardzo dobrze oznakowany i dobrze wydeptany i właśnie dlatego można stracić czujność. Tak było w naszym przypadku. 🙂

Urządzenie GPS nie jest bezwzględnie konieczne, ale przydatne. Nasz GPS popsuł się akurat kilka dni wcześniej i włączyliśmy sobie kreślenie trasy na telefonie, co potem było bardzo przydatne, gdy ratowaliśmy się ze zgubienia. Mapa lub wydruk szlaku może być pomocny, szlak ma tylko 2 dobrze oznaczone rozwidlenia, to jedyne miejsca, w których możemy popełnić błąd.

 

Wyruszamy na szlak

Po zaparkowaniu naszego wozu w prowizorycznej zatoczce (wygląda mało zachęcająco i jeśli będziecie zastanawiać się, czy to na pewno to, to na pewno będzie to) pakujemy plecak i ruszamy na szlak nazywający się dla zmyłki Cascade Creek 9K5. My wyruszyliśmy niestety bardzo późno, bo dużo czasu zajął nam dojazd z Jackson Hole. Wymaszerowaliśmy równo o 10-ej rano, uprzednio, z powodu braku GPS, nastawiliśmy kreślenie trasy w telefonie.

Początek szlaku to spacer przez sosnowy las, można się tu poczuć jak na Mazurach. Jest pięknie jak w bajce, żadnego wysiłku, bo cały czas schodzimy w dół. Po 0,6 km zbliżamy się do pierwszego rozwidlenia, znajduje się ono tuż przed strumieniem Cascade Creek. Szlak w prawo prowadzi do Terraced Falls, przepięknego wodospadu w wąskim kanionie, my kierujemy się w lewo, a w zasadzie na wprost i przeprawiamy się przez Cascade Creek. Latem nie ma z tym żadnych problemów, bo woda sięga kostek.

 

yellowstone
Spacer przez sosnowy las

 

Posuwając się dalej po szlaku co chwilę trzeba przekraczać małe strumyczki, a to po kłodach, a to po narzucanych gałęziach i drągach. Człowiek powoli czuje się jak Wodnik Szuwarek.

My maszerowaliśmy dzielnie pokonując wodne przeszkody. Po jakimś czasie zaczął nas dobiegać niepokojący odgłos wzburzonej wody. Po 1,7 km  dotarliśmy do rzeki. Stanęliśmy przed czarną, szeroką na kilkadziesiąt metrów wstęgą, ze spienionym bałwanami walącymi o brzeg. No to koniec. 20 minut deliberowaliśmy, czy warto poświęcić życie dla zobaczenia Union Falls. Zdecydowaliśmy, że poślemy syna na rozpoznanie walką. Kazaliśmy mu zostawić wszystko, co ma cennego, łącznie ze spodniami, bo w końcu dobre spodnie trekingowe do tanich nie należą i wypuściliśmy go na rekonesans. 😉 Założył buty do wody, a do ręki dostał moje kije trekingowe, by zapierać się rzecznym prądom. O dziwo nie szło wcale źle i po kilku minutach syn był na drugim brzegu.

 

yellowstone
Przejście przez rzekę

 

Ja jednak byłam pewna, że nie dam rady, strasznie boję się wody, a ta dudniła o brzeg niczym marsz pogrzebowy. Jednak strasznie korciło mnie, by spróbować. Ale bez kijków absolutnie do tej wody nie wejdę, a moje kijki, były na drugim brzegu. Syn musiał przeprawić się jeszcze raz, by przynieść mi kijki. 🙂

Postanowiłam podjąć próbę, nie widząc szczególnie szans na powodzenie. Też zdjęłam spodnie, by ich nie zmoczyć w razie upadku, założyłam buty do wody i naprzód z Bogiem! Szło się nawet nieźle, aczkolwiek nurt był bardzo mocny, kijki jednak bardzo pomagały utrzymać równowagę. Z tyłu głowy cały czas miałam kłębowisko myśli, a co będzie, jak nie dam rady wrócić. Tuż przy drugim brzegu było najgłębiej i najmocniejszy nurt, ale już rzutem na taśmę dopadłam do stałego lądu.

Teraz przyszła kolej na resztę ekipy. Mój syn kursował jeszcze kilka razy zabierając sprzęt i spodnie, ale moja córka dostała ataku paniki i płacząc wniebogłosy zdecydowanie odmówiła uczestniczenia w tym przedsięwzięciu. Trudno mi było na nią wpłynąć, bo byłam na drugim brzegu rzeki, ostatecznie po 40 minutach negocjacji zgodziła się, by tata ją przeniósł na barana.

Potem już wszystko wydało nam się łatwe. Jeszcze tylko jakieś strumyczki do przejścia po kłodach, kilka górek do wspięcia i po 10,5 km dotarliśmy do Union Falls Ranger Station. Jest to taka budka wyglądająca na domek Baby Jagi, wąska, ze stromym dachem, nadająca się chyba tylko do tego, by w niej usiąść, bo stać się w niej na pewno nie da. Stąd jeszcze tylko 2,2 km do wodospadu. Niestety ustawicznie pod górę i częściowo po piachu.

 

 

yellowstone
Union Falls z tęczą

 

Do Union Falls dotarliśmy koło 4 pm, co oznaczało, że rzekę pokonywać będziemy w ciemnościach. Same Union Falls to chyba najpiękniejszy wodospad jaki widziałam w życiu. Tworzą go 2 strumienie – Cascade Creek i Mountain Ash Creek, które w tym miejscu łączą się i formują to nieziemskie zjawisko. Dodatkowo ten ostatni tuż przed wodospadem tworzy swoją odnogę i całość wygląda jakby z klifu spadały 3 strumienie. Zachwytom nad tym miejscem nie było końca, usadowiliśmy się z widokiem premium na wodospad, jedliśmy nieco roztopioną czekoladę i delektowaliśmy się chwilą, bardzo nie chciało nam się wracać Ale trzeba było ruszać w drogę powrotną, bo chcieliśmy przeprawiać się przez rzekę chociaż przy ostatnich promieniach słońca.

Ale niestety z powrotem było stromo pod górę i szliśmy dużo wolniej niż zakładaliśmy, powoli zapadał zmierzch. Nad rzekę doszliśmy w ostatnim momencie, tuż przed zupełnymi ciemnościami, na horyzoncie majaczyła jeszcze słoneczna poświata. Logistyka, czyli zdejmowanie butów i spodni, pakowanie i wiązanie butów trekingowych do plecaków, trwała tak długo, że zapadły już zupełne ciemności.

Znów wypuściliśmy jako pierwszego naszego syna, świecąc mu z brzegu latarką. Na szczęście mamy taką, co sięga na odległość 1 kilometra, więc była w stanie oświetlić drugi brzeg rzeki. Syn dotarł szczęśliwie przenosząc część rzeczy. Teraz pora na mnie. Z jednego brzegu pod nogi świecił mi małżonek, a z drugiego syn. W stanie najwyższego przerażenia starałam się iść jak najszybciej, siłując się z rzecznym prądem. Udało się, nie poniosło mnie do oceanu, dotarłam do brzegu. Teraz syn przeprawił się z powrotem na drugi brzeg i świecił małżonkowi, który niósł córkę na barana. Ja też świeciłam z mojego brzegu. Małżonek przeniósł ją bezpiecznie, a syn przeprawił się z resztą naszych rzeczy.

Zrobiło się już bardzo zimno, z trudem dopinaliśmy nogawki do spodni, bo trzęśliśmy się z zimna i do tego było już zupełnie ciemno. Gdy się ubraliśmy i spakowaliśmy wszystkie rzeczy, ogarnęła nas taka euforia, że wszystko się udało, że jesteśmy cali i zdrowi i z tej całej radości  straciliśmy naszą rewolucyjną czujność i poszliśmy w złym kierunku. Przy przeprawie przez rzekę zbiegają się 2 szlaki, idąc do wodospadów ten fakt nie ma znaczenia, bo schodząc do rzeki nie jesteśmy świadomi jego istnienia. Z powrotem już jest kłopot, bo możemy iść w prawo lub w lewo. Nie wiedzieć czemu nawet się nie zastanawiając poszliśmy w lewo, co było błędem.

 

yellowstone
Union Falls

 

Napędzała nas wciąż adrenalina wyprodukowana w czasie przekraczania rzeki, ale w pewnym momencie przypomniało mi się, że przecież tu są niedźwiedzie, a my tak sobie suniemy beztrosko przed siebie w kompletnych ciemnościach. Nie zostało nam nic innego jak zacząć głośno śpiewać. Wcześniej byliśmy w Glacier NP i pieśni partyzanckie bardzo dobrze nam się sprawdziły, teraz byliśmy jednak potwornie zmęczeni i wyciągniecie „po cóż ci kochanie wiedzieć, że do lasu idę spać” zupełnie nam nie szło. Przerzuciliśmy się na niemieckie pieśni marszowe, z niewymagającą melodyką.

W pewnym momencie mój syn powiedział: „Ej, słuchajcie, chyba źle idziemy”. Jak to źle idziemy?! Syn pokazał mi ekran telefonu, na którym kreśliliśmy jakiś dziewiczy ślad, zamiast wracać starym, który na ekranie był kawałek obok. A więc z powrotem do rzeki.

Oprócz tego, że poszliśmy źle, telefon pokazał również, że przeszliśmy już 28 km, czyli dawno powinniśmy być przy samochodzie. Przy rzece tym razem poszliśmy w prawo i pamiętajcie o tym, by przy rzece iść w prawo! Nikt już nie miał siły na śpiewanie, a trzeba było śpiewać. Wyznaczyliśmy dyżury, każdy po kolei musiał się wydzierać przez 10 minut. Moim dzieciom najlepiej szła piosenka o tekście tak idiotycznym, że nie chciało mi się wierzyć, że ktoś naprawdę coś takiego wymyślił. Ostatecznie szczęśliwie dowlekliśmy się do samochodu, nie będąc niepokojeni przez żadnego z tłumnie występujących tu niedźwiedzi. Polecam piosenkę „Someday when you are older. You could  get hit by a boulder”,Nie wiem, czy ze względu na idiotyczny tekst, czy wykonanie przypominające wycie kojota, ale niedźwiedzie wszelkiej maści trzymały się od nas z daleka.

 

yellowstone
Union Falls i dziecko przeniesione przez rzekę

 

Do samochodu dotarliśmy po 22-giej. Telefon pokazał, że przeszliśmy 30 kilometrów i spaliliśmy po 3000 kalorii. Bardzo nas to ucieszyło, szczególnie te kalorie. Do hotelu dotarliśmy po 12-ej w nocy i od razu zasnęliśmy snem sprawiedliwego.

 

Podsumowanie

długość szlaku: 26 km

różnica wzniesień do pokonania: 300 m

nazwa szlaku: Cascade Creek 9K5/Mountain Ash Creek Trail

parking: zatoczka 12,7 mi za Flagg Ranch i 1,6 mi za Grassy Lake Reservoir

konieczność przeprawy przez rzekę Falls River

szacowany czas: ok 10 godzin


8 komentarzy

  1. Bardzo ciekawie opisane! Zrobilam ten szlak wczoraj i takze zeszlo nam dluzej niz sie spodziewaliśmy i wracalismy od rzeki w ciemnosciach z latarka w dloni i na czole i z okrzykami i klaskaniem (latwiej przychodzilo nam to niz spiewanie :)). Zajelo nam to tyle, poniewaz postanowilismy jeszcze zejsc na dol, do wodospadu, co z jednej strony nie bylo zbyt dobrym pomyslem, poniewaz szlismy praktycznie po urwisku i po blocie i bylo niebezpiecznie, a z drugiej strony dotknac tej wody i znalezc sie pod tym to wodospadem to bylo cos niesamowitego. Sporo czasu spedziliamy tez w hot springs, bardzo polecam! Kawalek za tym uroczym domkiem rangera jest rozwidlenie, 0,5 mili do wodospadu i 0,3 do hot springs wlasnie, gdzie można polezec sobie w cieplej rzece i zrelaksowac sie przed droga powrotna 🙂

    1. My niestety mieliśmy za mało czasu na dalsze wędrówki, bo zmarnowaliśmy prawie godzinę na przekonywanie naszej córki, że nie porwie jej rzeka i że nie popłynie do oceanu. Mamy w planach wrócić do Union Falls i dotrzeć jeszcze do Terraced Falls, a przede wszystkim do Iris Falls. Nie obejdzie się jednak bez kampowania, bo nie da się tego zrobić w jeden dzień. Bardzo się cieszę, że wędrówka Wam się podobała. I widzę, że podzieliliście nasze nocne doświadczenia w szybkim marszu przez las pełen niedźwiedzi. 😉

      1. Oo, to o tych dwóch do ktorych macie w planach dotrzeć wcześniej nie słyszałam. Jak samo Union Falls jest znane (naprawdę sporo moich współpracowników tam bylo) to o tych dwóch raczej po raz pierwszy słyszę.

        Aa, jak juz mówimy o tamtych terenach to bardzo polecam jakieś trasy w Grand Teton! Bardzo niedoceniany park, mam wrażenie, a również piękny! Choć oczywiście nie tak różnorodny jak YNP, ale ma w sobie to coś 😀

          1. Dokladnie 😀 ja w Yellowstone siedzę trzeci miesiąc i wciąż mi mało 🙂 żałuję tylko że nie udało mi sie odwiedzić Glacier przez te pożary, ponoć też jest piękny. Byłaś tam może?

          2. Byliśmy w Glacier 2 razy i za każdym razem mieliśmy pożar. W 2016 musieliśmy uciekać, w 2017 chodziliśmy po szlakach w gryzącym dymie. Na jeden dzień dym się rozwiał i zobaczyliśmy jak ten Glacier wygląda, bo do tej pory nic nie widzieliśmy tak było zadymione. Glacier jest bardzo ładny, ale trudny do zwiedzania, bo nie ma gdzie zaparkować i park jest bardzo oblegany przez turystów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *